Fidesz maszeruje po wszystko

Gdy spaceruje się ulicami Budapesztu, nie sposób nie zauważyć wzrostu emocji przed wyborami parlamentarnymi, które na Węgrzech odbędą się już w najbliższą niedzielę. Emocje wzbudza jednak nie to, kto wygra bitwę o dusze Węgrów, ale z jaką przewagą. Bo to, że pulę po raz drugi z rzędu weźmie kierowany przez Viktora Orbána Fidesz, jest więcej niż pewne

Na najbliższą sobotę w Budapeszcie planowany jest wielki marsz, po którym na placu Bohaterów wystąpi sam Orbán. Zdziwienie polskich obserwatorów może budzić fakt, że dzieje się to w przeddzień wyborów, choć zgodnie z nowymi przepisami na Węgrzech wydłużono ciszę wyborczą aż do ośmiu dni.

Marsz po drugą kadencję
„Pokojowy marsz” jest jednak organizowany przez pozapartyjną organizację (Forum Jedności Obywatelskiej). W praktyce to jednak polityczne zaplecze Viktora Orbána, które przez lata budował i które wyniosło go do władzy.
Polaryzacja opinii na temat jego rządów i zbliżającej się wielkimi krokami kolejnej czterolatki, jest widoczna w całej Europie. Dla jednych Orbán to odważny reformator, który wydobywa kraj z postkomunistycznego kryzysu, dla drugich to zamordysta, wprowadzający pod pozorem reform miękki autorytaryzm. Dla innych wreszcie to optujący za „Europą narodów” mąż stanu lub odrzucony przez Brukselę i ciągnący ku Moskwie samotnik.
Wśród zwolenników Fideszu dominuje przekonanie, że Orbán jest najlepszym możliwym wyborem. Z tym ostatnim trudno się nie zgodzić. Marną alternatywą wydaje się zarówno skompromitowana lewica, jak i nacjonaliści z Jobbiku, którzy w swoim zacietrzewieniu i populizmie posunęli się nawet do uznania za zgodne z prawem referendum na Krymie, w wyniku którego półwysep stał się częścią Rosji.

Lekcja dla Polski
Jaka lekcja dla Polski płynie z węgierskich doświadczeń ostatnich czterech lat? Odpowiedzi na to pytanie przynosi lektura raportu „Węgry Orbána – wzór czy przestroga”, który...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: