Drewniane tabakierki

Dowiedział się Kiliński od swojego kompana, że Igelström kazał zrobić „drewniane tabakierki na kształt półtrojaków, które w środku miały mieć z laków pieczęcie”. Miały być one wręczane „niektórym osobom polskim” w Warszawie i stanowić tajny znak rozpoznawczy, którego zadaniem była ochrona takiej osoby i jej rodziny przed „nożami osadzonymi na trzonki”. Zatem wszyscy ci, którym w jakiś sposób było z Rosją po drodze, mieli być ową tabakierką uratowani od zguby.

Pewnego dnia szewc Jan Kiliński robił trzewiki dla oficera rosyjskiego, z którym często pijał wódkę. Dzięki temu, że był ów człowiek bliskim współpracownikiem Igelströma – Szweda zaprzedanego w służbę carycy, posła nadzwyczajnego, czyli ambasadora Rosji – stanowił doskonałe źródło informacji. A że wódeczka rozwiązuje języki i zbliża słowiańskie narody – oficer wyznał szewcowi, co szykuje się w Warszawie. A nadmienić trzeba, że właśnie trwała w pełni Insurekcja Kościuszkowska, Naczelnik rozbudził nadzieje w narodzie, a chłop o nazwisku Bartosz zdążył już zgasić czapką armatę rosyjską, czym zasłużył na nowe, szlacheckie nazwisko – Głowacki.
Gdy oficer od Igelströma zjawił się w ten wtorkowy dzień, 15 kwietnia 1794 r., by w zakładzie szewskim Jana Kilińskiego „trzewiczki dla swojej kochanki kupować”, zaczął w tajemnicy uprzedzać mistrza, by uciekał z rodziną z miasta choćby na „dwie niedziele”.
Zapisał szewc w swoim pamiętniku: „(…) aż mi zaczął opowiadać tę piękną anegdotę, że w Wielką Sobotę w Warszawie będzie wielka rzeź z nami”. Kiliński wzdragał się przed ucieczką, więc oficer chcąc go nakłonić, opowiedział jeszcze o planach zabrania arsenału, zabijania ludzi i spalenia miasta.
A wszystko miało się zdarzyć w trakcie mszy rezurekcyjnej. I z tego ponoć powodu nakazano, by wszystkie nabożeństwa odbyły się równo o tej samej godzinie. Umyślono, że kiedy ludzie będą się modlić, wojsko rosyjskie zaciągnie armaty pod drzwi kościołów. Będą tym sposobem wszystkich trzymać...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: