Trzeba być przygotowanym na wszystko

To, co się dzieje na Ukrainie, dobitnie pokazuje, że w naszym przypadku NATO nie może być tylko strukturą na papierze. Plan obrony trzeba wdrożyć na serio – z generałem Romanem Polko rozmawia Joanna Lichocka

Będzie wojna? Tu, w Europie, teraz.
Jak patrzę na to, co się dzieje, to mam problem z odpowiedzią. Nie dlatego, że unikam przepowiadania przyszłości, ale przez zastanawianie się, czym właściwie jest dzisiaj wojna. Bo tak naprawdę mamy już w Europie konflikt na małą skalę, mamy też poważny konflikt interesów na tle politycznym, energetycznym i ekonomicznym między Zachodem a Rosją. Mimo że na razie występuje to na poziomie słów, to jednak już coś się dzieje.

Zajęcie Krymu przez Rosję jest faktem, choć odbyło się bez walk.
Żadna walka zbrojna, która by z tego wynikła, nie będzie powtórzeniem ani pierwszej, ani drugiej wojny światowej. Wszystko odbywa się w innych kategoriach niż te, które znamy. Może być tak, że znajdziemy się na początku konfliktu wojennego, a nawet tego nie zauważymy.

Może już jesteśmy?
No właśnie. To nie jest wykluczone. Tymczasem nasze poczucie bezpieczeństwa wynika tylko z faktu, że jesteśmy członkiem NATO. Sojusz Północnoatlantycki jest potężny, dysponuje nowocześniejszym, większym potencjałem niż Rosja, ale opieranie bezpieczeństwa tylko na nim to lekkomyślność. W każdej strukturze, w każdym sojuszu pomaga się naprawdę silnemu. Sojusz będzie tak silny, jak silne jest jego najsłabsze ogniwo. W ostatnich latach niestety NATO nie święci sukcesów. Kryzys w Gruzji pokazał brak wspólnej strategii państw członkowskich Sojuszu, sytuacja w Syrii – że narodowe interesy członków górują nad myśleniem wspólnym. A to, że po wydarzeniach na Ukrainie NATO zebrało się dopiero po kilku dniach (bo był weekend!) i tylko na wniosek Polski, też pokazuje, że przywódcy Paktu na najwyższym szczeblu tak naprawdę sami z siebie nie zrobili nic. To...
[pozostało do przeczytania 84% tekstu]
Dostęp do artykułów: