Szajka Putina znów w akcji

Gruzja 2008, Smoleńsk 2010, Ukraina 2014 – lata mijają, a bandyckie metody rosyjskiego państwa pozostają te same. Stoją za tym też wciąż ci sami ludzie. Wspólnicy Putina z krwią na rękach i wiedzą o niewyobrażalnych dla zachodniej opinii zbrodniach popełnianych w majestacie Federacji Rosyjskiej

„Jaceniuk z delegacją powinni jednak przyjechać na rozmowy do Smoleńska, bo akurat jest tam korzystna pogoda. Mgła...” – taki wpis na Twitterze zamieścił kilka dni temu Anton Korobkow-Zemlianskij, jeden z czołowych telewizyjnych „ogarów Putina”, za zasługi, mimo młodego wieku (30 lat), od kilku lat zasiadający w Izbie Społecznej FR. Ani wpis, ani autor nie są przypadkowi. Putinowska Rosja ma bogatą tradycję polowania na groźnych dla niej liderów obcych państw. Zawsze wygląda to tak, że najpierw pojawiają się dwuznaczne wypowiedzi polityków i publicystów związanych z Kremlem. I tak, w lutym 2009 r. obecny minister obrony Siergiej Szojgu mówił, że przywódcy tacy jak Lech Kaczyński „nie powinni spokojnie spać i przyjeżdżać do Rosji”. Z kolei Micheilowi Saakaszwilemu groził publicznie sam Putin – ale próba zabicia prezydenta Gruzji w czasie wojny 2008 r. przez specnaz GRU zakończyła się niepowodzeniem. Wracając zaś do Korobkowa-Zemlianskiego, w grudniu 2013 r., komentując pojawienie się Jarosława Kaczyńskiego na kijowskim Majdanie, pytał: „A on do Smoleńska nie leciał?”.
Putinowski reżim pokazuje prawdziwe oblicze i bezczelnie puszcza „perskie oko”: „A może to nasza robota? I tak nam nic nie zrobicie”. Klasyczna psychologiczna wojna, kagiebowskie techniki poniżania i osłabiania przeciwnika. Agresja Rosji na Ukrainę i zaangażowanie w nią tych samych osób, które stały za inwazją na Gruzję i były związane w ten czy inny sposób z katastrofą smoleńską, to dowód, że Kreml nie cofa się przed niczym.

Zabić przywódcę
Czołową rolę w działaniach na Krymie odgrywa specnaz GRU, czyli wywiadu wojskowego. I tej rosyjskiej...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: