Oenzetowska hucpa

Raport ONZ dotyczący pedofilii w Kościele to zwyczajna hucpa. Ale trzeba mieć świadomość, że może być to hucpa niebezpieczna i będąca świadectwem nowego antysemityzmu

Nie zamierzam kwestionować faktu, że każdy, nawet pojedynczy przypadek pedofilii wśród duchownych jest skandalem, z którym trzeba walczyć. Tyle że od końca pontyfikatu bł. Jana Pawła II i przez cały pontyfikat Benedykta XVI Kościół z każdym tego typu przypadkiem walczył. Opracowano standardy działań, wyrzucono ze stanu kapłańskiego ponad 300 kapłanów i kilku biskupów, a Kościół stał się od tego momentu wzorem postępowania w takich sytuacjach. To wszystko nie przeszkodziło jednak ONZ uznać, że skala pedofilii w Kościele jest tak wielka, iż trzeba wydać dokument, w którym instytucja ta zostanie przywołana do porządku.
I wydano. A smaczku całej sprawie dodaje fakt, że ONZ domaga się od Kościoła nie tylko wydania dokumentów, do których zwyczajnie nie ma prawa, ale także zmiany doktryny. Nie jest przy tym jasne, w jakiż to cudowny sposób dopuszczenie do zabijania nienarodzonych dzieci ma pomóc w walce z pedofilią czy w respektowaniu praw dzieci już narodzonych, podobnie trudno znaleźć racjonalne argumenty za tym, że zmiana doktryny w sprawie oceny moralnej aktów homoseksualnych jakoś szczególnie wpłynie na los dzieci molestowanych seksualnie (no, chyba że zwiększy ich liczbę, bo warto przypomnieć, że większość molestowanych w Kościele to ofiary aktów homo-, a nie heteroseksualnych). Ale logika czy racjonalność nie są wymagane, gdy można sieknąć biczem krytyki Kościół. I to właśnie zrobiła oenzetowska komisja do spraw dzieci.
Jej nie chodziło o dobro maluchów, o walkę z pedofilią, ale o kolejne obrzydzenie Kościoła wiernym, zbudowanie przekonania, że nie ma gorszej organizacji na świecie niż Kościół katolicki. Przesada? To proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ONZ nie wezwał Szwajcarii do wydania Stanom Zjednoczonym pewnego pedofila, który od wielu...
[pozostało do przeczytania 41% tekstu]
Dostęp do artykułów: