Kolejna ekshumacja Anny Walentynowicz?

W ubiegłym tygodniu sejmowa Komisja Sprawiedliwości miała wysłuchać prokuratura generalnego Andrzeja Seremeta w związku z nieprawidłowościami przy identyfikacji zwłok Anny Walentynowicz. Prokurator generalny nie chciał odpowiadać na pytania rodziny i posłów, odmówił przyjścia do parlamentu, argumentując, że na ten temat wypowiadał się na forum sejmu we… wrześniu 2012 r.

Wystąpienie, na które powoływał się prokurator generalny, odbiło się szerokim echem przede wszystkim  z powodu insynuacji, że to rodzina Anny Walentynowicz jest winna nieprawidłowej identyfikacji jej ciała w Moskwie. – Te słowa bardzo nas zraniły, ponieważ zarówno ja, jak i inne osoby nie miały wątpliwości przy identyfikacji mamy. Jej ciało nie było uszkodzone, a twarz doskonale zachowana – podkreśla syn Janusz Walentynowicz.
W Polsce nie można było otwierać trumien z ciałami ofiar katastrofy smoleńskiej i dopiero po wielu miesiącach okazało się, że co najmniej kilka osób zostało pochowanych pod innym nazwiskiem. Wśród nich była Anna Walentynowicz – pod jej nazwiskiem i w jej grobie spoczywały szczątki Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej.

Gehenna rodziny Anny „Solidarność”
Zwołania komisji i obecności na niej Andrzeja Seremeta domagali się posłowie PiS. Powodem były wstrząsające informacje dotyczące identyfikacji Anny Walentynowicz. W grudniu 2013 r. „Gazeta Polska” ujawniła, że dokumentacja przypisana do osoby pochowanej po ekshumacjach w grobie Anny Walentynowicz nie dotyczy bohaterki Solidarności. Co więcej, spośród rosyjskich dokumentacji medyczno-sekcyjnych dotyczących wszystkich 24 kobiet, które zginęły na pokładzie tupolewa, żadna nie opisuje Anny Walentynowicz. Oznacza to, że już drugie ciało, które zidentyfikowano jako Annę Walentynowicz, to inna ofiara katastrofy smoleńskiej.
– Z całą stanowczością muszę powiedzieć, że osoba spoczywająca na gdańskim cmentarzu Srebrzysko, którą pochowaliśmy rok temu, nie jest moją mamą...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: