Zakazane mordy

Jacek Żakowski domaga się, by sądownie zakazać pokazywania jego twarzy na okładce książki „Resortowe dzieci”. Jak twierdzi, nie ma nic wspólnego z tymi, których rodzice z UB wyposażyli w majątek, układy i przepchnęli na drodze do kariery. Postulat Żakowskiego spełniliśmy w „Codziennej”, zakrywając jego oblicze. Jeszcze tego samego dnia autorzy książki dowiedzieli się, że należą do prawicowej żulerii. Ponieważ cała trójka pisze w „Gazecie Polskiej”, zostałem kimś w rodzaju nadżula czy hiperżula.

Żakowski rzeczywiście nie jest rodzinnie powiązany z UB. Problem w tym, że jego poglądy dają pełne prawo podejrzewania go o późną adopcję przez papę Kiszczaka. Najwięcej sierot po byłej opozycji przysposobił Jerzy Urban. Pewien znany poseł PO bardzo złościł się, kiedy nasi dziennikarze dopadli go w samochodzie rzecznika komunistycznych rządów. Inni opozycjoniści nieustannie wpadają do niego na wódkę.
W sumie uważam pomysł Żakowskiego za bardzo rozwojowy. W następnych częściach książki wszystkie twarze należy zakryć. Czytelnicy sami mogliby doklejać główki w miejsce białych plam. Nie trzeba też podawać nazwisk. Wystarczy sam opis. Na przykład w przypadku wspomnianego posła PO wyglądałby tak: napada na dziennikarki, w miejscach publicznych zachowuje się obrzydliwie, doniósł na narzeczoną, kiedy oboje trafili do aresztu, wygląda, jakby brał za słabe leki na popularną przypadłość.
Do książki może być dołączona tablica ze zdjęciami polityków. Po prawidłowym wyklejeniu całej książki czytelnik brałby udział w losowaniu nagród, np. kolejnych części.
Jak uchronić się przed obrzydliwym procederem wykorzystywania twarzy w produktach prawicowej żulerii? Jedynym sposobem byłby sądowy zakaz używania wizerunku w jakiejkolwiek sytuacji. No bo co dobrego może zrobić dziennikarz „Gazety Polskiej” z twarzą Lisa, Wołka czy Kutza? Tych twarzy trzeba zakazać. Sądowe zabezpieczenie wizerunku musi być szerokie. Pokazywanie twarzy na ekranie telewizora...
[pozostało do przeczytania 20% tekstu]
Dostęp do artykułów: