Pół roku przed bitwą o wszystko

„Nie ma pośpiechu, ale powoli i metodycznie musimy uruchamiać maszynerię i przygotowywać wojska do walki – wzywał Orbán podczas Dnia Republiki w końcu października. – Bądźcie gotowi: możemy skończyć to, co zaczęliśmy w 1956 r. – nawoływał. – Czas walki nadchodzi – powtarzał. Data bitwy także jest już znana. Następne wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą pomiędzy 6 kwietnia i 25 maja przyszłego roku

Orbán nie jest sam w swoim przeświadczeniu o zbliżającej się bitwie. To samo powtarzają jego bliżsi i dalsi współpracownicy: – Wierzymy w zwycięstwo, ale przy tym bardzo mocno na nie pracujemy – mówił 11 listopada w Krakowie Laszlo Csizmadija, szef delegacji, która na zaproszenie klubów „Gazety Polskiej” wzięła udział w uroczystościach Święta Niepodległości pod patronatem Jarosława Kaczyńskiego. Przypomnijmy, że w 2010 r. koalicja Fidesz – Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa zdobyła 52,73 proc. głosów. Dało to w Zgromadzeniu Narodowym 263 mandaty (konstytucyjna większość 2/3 wynosi 258).

Fidesz na czele
W listopadowym sondażu wyborczym przeprowadzonym przez firmę Median poparcie dla Fideszu wciąż jest ogromne i wśród zdecydowanych wyborców wynosi 48 proc. Kolejni są socjaliści, którzy mogą liczyć na 21 proc. głosów. O sile rządzącej partii może świadczyć fakt, że w rocznicę kontrrewolucji 1956 r., na pół roku przed wyborami parlamentarnymi, lewicowej opozycji udało się zmobilizować do demonstracji przeciw Orbánowi tylko 25 tys. ludzi. W marszu poparcia dla rządu uczestniczyło ponad 200 tys. osób.

Trzecią siłą w dalszym ciągu jest nacjonalistyczny Jobbik, na który chce głosować 16 proc. ankietowanych. Sojusz wyborczy E14-PM byłego premiera Gordona Bajnai popiera 6 proc. wyborców, a zielonych ze stronnictwa LMP 3 proc. Skompromitowanego ekspremiera Ferenca Gyurcsanya i jego Koalicję Demokratyczną wybrałoby 6 proc. wyborców.

Rozdrobnienie i konflikty wewnętrzne służą Orbánowi. I...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: