Obama nie rozumie, kim jest Putin

W latach 1990–1996 napisałem trzy książki rozprawiające się z reżimem Asada. Ale dopiero teraz świat zrozumiał, że przeciwstawianie się reżimowi było słuszne, a ci, którzy go usprawiedliwiali, działali wbrew interesom Syryjczyków - Danielem Pipesem, amerykańskim historykiem, pisarzem, dyrektorem konserwatywnego think tanku Middle East Forum i twórcą Campus Watch, rozmawia Olga Doleśniak-Harczuk

Czy Baszar al-Asad zastosuje się do żądań Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPWC)?
Chociaż wstępne raporty OPWC wskazują, że Asad postępuje zgodnie z wytycznymi organizacji, bardzo bym się zdziwił, gdyby kontynuował ten kurs. Broń chemiczna to kluczowy argument, pozwalający mu na utrzymanie się przy władzy.

Jak na brak współpracy może lub powinien zareagować Waszyngton?
Spodziewam się, że administracja Baracka Obamy zaatakuje rządowe instalacje w Syrii z zaskoczenia, ale wiele będzie też zależało od kierunku, w jakim potoczy się wojna domowa w tym państwie.

Czyli wychodzi Pan z założenia, że tzw. porozumienie zawarte w sprawie Syrii między Rosją a USA absolutnie nie załatwia sprawy?
W żadnym razie. Porozumienie dotyczyło jedynie broni chemicznej, a nie o wiele ważniejszej kwestii, jaką jest wojna domowa. Na dowód trochę statystyki: proszę sobie wyobrazić, że przeprowadzone do tej pory w Syrii ataki z użyciem broni chemicznej odpowiadają za 1 proc. wszystkich strat wśród ofiar cywilnych tej wojny.

Dlaczego Rosja tak uporczywie broni Asada?
Kreml wspiera Asada z wielu powodów: przede wszystkim chodzi o podtrzymanie swojego sojusznika, a przy okazji pomoc kolejnemu, którym jest Iran. Mówi się, że Rosja ma też oko na syryjskich chrześcijan, ale i na port marynarki w syryjskim Tartusie na śródziemnomorskim wybrzeżu Syrii. Poza tym Kreml chciał wyraźnie dokuczyć rządowi Stanów Zjednoczonych. Generalnie moskiewskie wsparcie...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: