Grant smoleński i straszna baba

Pamiętam jak w czasie strajku w 1988 r. na Uniwersytecie Warszawskim jedno z podziemnych pism wydrukowało karykaturę „strasznej baby” wykrzykującej do studentów: „do nałuuuki!”. Straszna baba była ucieleśnieniem miłujących porządek, niemal wykształconych obywateli, którzy nie chcieli, by studenci mieszali się w politykę. „Straszna baba” i jej podobni świecili w telewizorze, krzyczeli na nas w radiu i krzywili się w gazetach.
 
Dzisiaj „straszna baba” wróciła. Zajęła się światem nauki. „Straszna baba” wie, że zajmujący się katastrofą smoleńską to żadni naukowcy, a jeżeli nawet mają tytuły, to na niczym dobrze się nie znają. „Straszna baba” nie chce, by mieszać naukę do polityki
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: