Krótki marsz Tuska

Ogłoszenie przez premiera końca kryzysu i przesunięcie z OFE do ZUS celem „umorzenia” papierów dłużnych rządu za 120 miliardów złotych − na gorąco po tych wydarzeniach dzielę się przekonaniem, że „bój ostatni” Donalda Tuska wkroczył w decydującą fazę. Zdecydował się on mianowicie na przyspieszone wybory parlamentarne.
 
Wskazuje na to przede wszystkim owo zadekretowanie, że kryzys się skończył. Bodaj żaden z indagowanych na tę okoliczność przez media ekonomistów nie uznał stwierdzenia „kryzys już za nami” za zasadne. Najżyczliwsi władzy poprzestawali na ostrożnym „najgorsze za nami, ale nie wiadomo, jak długo jeszcze…”. Podobnie jak z obietnicą wejścia w roku 2011 do strefy euro, Tusk nie odnosił się do faktów, tylko starał się fakt stworzyć.
 
Trzeba pamiętać, że stosunek lidera PO i jego ministra finansów do gospodarki jest oparty na wierze w moc sprawczą manipulowania nastrojami społecznymi. Typowy, wykształcony w tym kierunku ekonomista powie, że to realna gospodarka wpływa na nastroje − jak gospodarka dobrze się rozwija, to ludziom jest dobrze, czują się bezpiecznie i dużo wydają, więc rośnie konsumpcja, która napędza produkcję. Panowie Rostowski i Tusk, obaj kształceni w kierunkach humanistycznych, odwracają tę kolejność, wedle szkoły licznie dziś występujących guru kapitalizmu spekulacyjno-loteryjnego. Ich zdaniem, to nastroje są kluczem do sprawy. Jak się uda ludziom wmówić, że jest im dobrze, że są bezpieczni, to będą brać kredyty i kupować, i tak stworzy się popyt, który sprawi, że gospodarka ruszy.
 
Ten mechanizm przez ostatnie lata wydawał się działać − mimo fatalnie niskiej wydajności, kompletnie nieracjonalnej struktury zatrudnienia, kosztów pracy, niesprzyjającej przedsiębiorczości administracji i przepisom, jak tam się kręciło. Tyle że zadłużenie publiczne wzrosło do ponad 850 mld, a prywatne zadłużenie Polaków wyniosło na koniec ubiegłego roku mniej więcej drugie tyle.
 
Fakt, że od pewnego czasu...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: