Ekspedycja karna przeciwko Asadowi

Rzadko się zdarza, by na długo przed rozpoczęciem wojny znany był jej przebieg. A tak jest z zapowiadanym atakiem na reżim Baszara al-Asada. Mniej przewidywalne są za to następstwa operacji – bo karny ostrzał może zmienić się w poważniejszą interwencję.
 
Jak Ameryka ukarze reżim w Damaszku za przekroczenie „czerwonej linii”, czyli użycie broni chemicznej na dużą skalę? Sekretarz stanu John Kerry zapowiedział, że nie będzie to przypominać interwencji w Iraku, Afganistanie ani Libii. Akcja ma mieć „ograniczony charakter”. To oznacza tzw. chirurgiczne uderzenia z powietrza w wybrane cele. Główną rolę odegrają niszczyciele na Morzu Śródziemnym uzbrojone w Tomahawki, możliwy jest też udział lotnictwa dalekiego zasięgu. Wątpliwe, by takie uderzenie zmieniło układ sił w konflikcie syryjskim – reżim dostał już zresztą dużo czasu, by się przygotować. Jeśli jednak skala ataku okaże się większa i/lub Asad zareaguje gwałtownie, może dojść do eskalacji.
 
„Wojna według planu”
 
Gdyby prezydentem Stanów Zjednoczonych był obecnie George W. Bush, amerykańskie rakiety i bomby już dawno spadłyby na wojska Asada. Obama jest chwiejny i defensywny w sprawie Syrii od początku konfliktu. I to się nie zmieniło. Najpierw bardzo ostrożnie reagował na doniesienia o gazowej masakrze w Damaszku. Gdy w końcu przyznał, że Asada trzeba ukarać, to znów z dnia na dzień przesuwał podjęcie decyzji o ataku, choć już 25 sierpnia szef Pentagonu Chuck Hagel poinformował, że siły zbrojne są gotowe do podjęcia interwencji. A potem była spektakularna porażka Davida Camerona  w Izbie Gmin i Ameryce odpadł najważniejszy sojusznik. Kiedy wreszcie Obama ogłosił, że podjął decyzję o interwencji, natychmiast odwołał się do Kongresu. Chce zgody na działania militarne wobec Syrii w celu „odstraszenia, zakłócenia, zapobieżenia i osłabienia” potencjału dalszych ataków chemicznych. Co oznacza, że atak nastąpi najwcześniej 10 września. Skąd ta gra na zwłokę? Dużo...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: