PO walczy o centrum

Bez względu na to, czy konflikt między Donaldem Tuskiem a Jarosławem Gowinem jest faktyczny czy iluzoryczny, świetnie wpisuje się w strategię ratowania Platformy. Poszedł silny sygnał do centroprawicowych wyborców, że nie muszą PO porzucać.
 
Kolejne sondaże są dla partii Tuska i jego samego dramatyczne. Niektóre z nich pokazują nawet 13-procentową przewagę PiS nad PO, a pracę premiera ocenia już krytycznie 70 proc. Polaków. Jednak dynamika strat partii rządzącej nie odpowiada dynamice wzrostu partii opozycyjnej. PiS wspina się wyraźnie wolniej, niż PO traci, choć poparcie dla partii Jarosława Kaczyńskiego rośnie nieprzerwanie. Opowieści o szklanym suficie, którego Prawo i Sprawiedliwość nigdy nie będzie w stanie przebić, tak by móc myśleć o tworzeniu rządu, można wyrzucić do kosza. Widać wyraźnie, że PiS przyciąga coraz więcej ludzi zniechęconych rządami PO. Niemniej jednak spora grupa dotychczasowych wyborców Platformy przyjmuje postawę wyczekującą. To o nich idzie teraz gra, to dla nich w ciągu ostatnich tygodni propagandyści Platformy zorganizowali dwa rodzaje bodźców.

Po co zatrzymywać Gowina?

Pierwszy zabieg mający ich zatrzymać to oczywiście wybory w Platformie. Inscenizacja, która miała pokazać, że partia jest na wskroś demokratyczna (niejakim zgrzytem były dyscyplinujące aparat uwagi ważnych polityków PO, że Jarosław Gowin startując na przewodniczącego i rywalizując z Tuskiem, szkodzi PO oraz premierowi i powinien zostać wyrzucony z partii) oraz że skrzydło konserwatywno-liberalne ma w partii ogromne znaczenie. 20 proc. głosów oddanych na Jarosława Gowina to jest dokładnie tyle, ile było trzeba. Nie wiem, do jakiego stopnia lider partii i jego dwór mogli wpływać na wyniki wyborów, choć informacja o kaptowaniu nowych członków partii tuż przed głosowaniem, jakie podał Jarosław Gowin, odwołując się do wydarzeń w małopolskiej Platformie, wskazuje, że starano się o satysfakcjonujący wynik dla kierownictwa partii. „W...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: