Miasto ’44

Przygotowywał się do tego wyzwania. O Powstaniu Warszawskim przeczytał wszystko, co było dostępne, godzinami siedział w internecie, chodził do muzeów, spotykał się z powstańcami. Potem powstał scenariusz – jego fabuła została osnuta na uczuciowym trójkącie między uczestnikami walk – „Stefanem”, „Biedronką” i „Kamą”.
 
O swojej pracy nad „Miastem ’44” Jan Komasa mówi: – Jestem młodym człowiekiem i podobno mam jeszcze czas. 69 lat temu ludzie w moim wieku i młodsi oddawali jednak swój czas i krew z własnej woli, masowo, tak jak dziś masowo kupują telefony komórkowe czy bilety do Londynu. Wywołali powstanie miasta, które mnie wychowało i w którym żyję. Wywołali też piekło. Piekłem nie była jedynie przegrana. Piekłem było też to, co spotkało Polskę po powstaniu, to, że mimo ogromu zniszczeń, poświęcenia, cierpień i ofiar zostaliśmy zdradzeni przez Zachód i Wschód. Polska po tylu latach znowu jest wolna. Ludzie w pogoni za lepszym życiem jakby zapomnieli o tym, co się tu działo. Albo nie chcą pamiętać. Jednak tęsknota za prawdziwymi wartościami ciągle się odradza – ja czuję ją bardzo, szczególnie gdy wyją syreny o godz. 17 w ten jeden wyjątkowy dzień w roku. Zrozumiałem, że trzeba otworzyć oczy. Zrozumiałem, że noszę w sobie dług wobec moich rówieśników tamtego czasu. Zrozumiałem, że w wolnej Polsce, o której oni tylko marzyli, muszę walczyć o te ich marzenia, walczyć na mój sposób. Postanowiłem złożyć im hołd tym filmem. Otworzyć ludziom oczy.
 
Było warto, mimo strat

 
– Mam dwa marzenia. Po pierwsze, żeby udało się zrobić film, bo ja towarzyszę staraniom o jego powstanie od wielu lat – mówi nam Anna Jakubowska ps. Paulinka z Batalionu „Zośka”. – Chciałabym też, żeby można było odtworzyć to, co nas łączyło podczas powstania. To, że byliśmy ze sobą tak bardzo związani. Dla mnie nie jest ważne, czy czołg wjedzie w taki, a nie w inny sposób. Dla mnie istotne jest, żeby pokazać głębię przeżyć tych ludzi i atmosferę, jaka...
[pozostało do przeczytania 47% tekstu]
Dostęp do artykułów: