Antypis wiecznie żywy

Najwyraźniej politycy PO znów doszli do wniosku, że PiS jest ich ostatnią deską ratunku. Tonąc w stolicy, chwytają się straszenia wyborców partią Jarosława Kaczyńskiego.

Polacy mogli się ostatnio dowiedzieć, że referendum o odwołanie prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz to „akcja polityczna, której współorganizatorem, a tak naprawdę inicjatorem, jest PiS”. Że na referendum idą tylko zwolennicy PiS-u, inni je bojkotują. Że owszem, były potknięcia komunikacyjne pani prezydent, ale PiS wykorzystuje je do swojej partyjnej gry. Nie tylko zresztą referendum jest czymś złym ze względu na swoją „pisowskość”. Jest także podejrzane prawnie. Otóż – przekonują z kamienną twarzą politycy PO – podpisy pod wnioskiem zbierały „opłacane hostessy”. Co z tego wynika? Oprócz tworzenia niejasnego podejrzenia, że podpisy mogły być kupowane, posłowie Platformy już otwarcie stawiają tezę, że sprawą powinna zająć się prokuratura. Na twarzach polityków wygłaszających te absurdalne kwestie widać niekiedy pewien wysiłek. Przekazy dnia wypełniają jednak sumiennie – po tym jak premier ogłosił bojkot referendum, jest jasne, że skompromitowanie samej idei głosowania nad odwołaniem HGW jest najistotniejszym celem. I jedynym pomysłem na obronę nieudolnej i skompromitowanej pani prezydent.

Emocje i propaganda

Urzędnicy miejscy i sama pani prezydent zapewne oburzą się na powyższe oceny, ale te wszystkie określenia są i tak delikatne w porównaniu z tym, co można usłyszeć w tramwaju i na ulicach Warszawy. Nastroje w stolicy są jednoznacznie dla pani prezydent negatywne. Natomiast na forach internetowych poziom emocji na temat „Bufetowej” sięga zenitu. Aż żal, że ubocznym skutkiem jej polityki jest umocnienie stereotypowego i krzywdzącego przekonania części rodaków o roli kobiet w życiu publicznym. Wygłaszane przez Hannę Gronkiewicz-Waltz mądrości, że „nie trzeba zmieniać prezydenta, by zmienić Warszawę”, bynajmniej nie łagodzą sytuacji.
...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: