Wieżowce, sterowce, zioło…

Oto film zręczny, dowcipny, ale też smutny i deprymujący. Młody polski reżyser, o zmienionym na branżowe, anglosaskim nazwisku Bodo Kox, ukazuje zakręconą opowieść o pogubionych, zranionych istotach żyjących w blokowisku. Jak przystało na twórcę z doświadczeniem offowym, skromne środki wykorzystuje optymalnie – obraz i zmontowany z nim dźwięk urzekają oryginalną wyobraźnią.

Zabawę psuje podejrzenie, że Kox po równi współczuje swoim bohaterom i ich lekceważy. Choćby straszna Kwiatkowska (Sawicka), dokuczająca współlokatorom i mająca na wszystko oko, niczym „etażowa” w sowieckich hotelach, nie pasuje do polskiej bajki. A to takie jak ona mają sprawiać, że depresyjne dziewczyny,
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: