Wieżowce, sterowce, zioło…

Oto film zręczny, dowcipny, ale też smutny i deprymujący. Młody polski reżyser, o zmienionym na branżowe, anglosaskim nazwisku Bodo Kox, ukazuje zakręconą opowieść o pogubionych, zranionych istotach żyjących w blokowisku. Jak przystało na twórcę z doświadczeniem offowym, skromne środki wykorzystuje optymalnie – obraz i zmontowany z nim dźwięk urzekają oryginalną wyobraźnią. Zabawę psuje podejrzenie, że Kox po równi współczuje swoim bohaterom i ich lekceważy. Choćby straszna Kwiatkowska (Sawicka...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: