Kwiatek carycy

Bezrefleksyjne transmisje z pl. Czerwonego pokazały, pod jak wielkim psychologicznym wpływem Rosjan jest nadal społeczeństwo polskie, jak bardzo Moskale zapanowali nad umysłami Polaków i jak nadal siedzą tam zakorzenieni, niczym dobrzy „przyjaciele”. Niby potępia się ich za „jakieś tam zbrodnie”, ale w gruncie rzeczy miło się wspomina
 
Pewnego dnia car Mikołaj I przechadzał się po Ogrodzie Letnim w Petersburgu. Mijał greckie rzeźby, przyglądał się klombom, zachwycał śpiewem ptaków. Nagle jego wzrok przyciągnął wartownik, który – wyprostowany jak struna – stał pośrodku dużego gazonu. Car pamiętał, że żołnierz zawsze wartował w tym miejscu, jednak nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad tym, czego właściwie pilnuje. Władca zbliżył się więc do sługi i zapytał. Jednak ten nie potrafił odpowiedzieć. Kazali stać, on stoi – rozkaz to rozkaz. Zaintrygowany Mikołaj rozpoczął ciche śledztwo dotyczące ogrodowego wartownika. Nikt jednak nie wiedział, po co na środku klombu tkwi żołnierz. Dopiero pewien starzec, generał-adiutant rosyjskiego dworu, przypomniał sobie opowieść swojego ojca. Otóż bardzo dawno temu caryca Katarzyna spacerowała środkiem Ogrodu Letniego. Topniały śniegi. Cesarzowa zobaczyła wśród nich pierwszy pierwiosnek. Wydała więc rozkaz, by postawiono przy nim wartownika, który miał za zadanie ochronić kwiatek przed przypadkowym zadeptaniem. Władczyni nigdy nie cofnęła rozkazu. I dlatego przez następne pół wieku, dzień i noc, stał tam żołnierz z karabinem.

Ta historia bardzo spodobała się Mikołajowi, ale i on nie odwołał wartownika. A nawet pokazał go niemieckiemu ambasadorowi Bismarckowi. I opowiedział przy tym, jak w czasie wielkiej powodzi tonęli kolejni ludzie, którym rozkazano trwać na klombie.

Nie wiadomo, czy ta anegdota jest prawdziwa. Jednak jej urok polega na tym, że w doskonały sposób oddaje charakter władzy cara, a także rosyjskiego wojska i jego roli w utrzymywaniu tej władzy. Magnetyczna, półboska moc, jaka...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: