Dyjak. Produkt wysokoprocentowy?

W ostatnich tygodniach głośno zrobiło się o Marku Dyjaku – muzycznym naturszczyku o mocnym, zdartym głosie i bogatej przeszłości. Na ulicach polskich miast pojawiły się billboardy reklamujące jego najnowszą płytę „Kobiety”. Muzyk zaczął pojawiać się w kolejnych audycjach czołowych rozgłośni radiowych. Zagościł nawet na kanapie u Kuby Wojewódzkiego. Muzyczni eksperci mainstreamu cmokają z zachwytu. Pojawiają się coraz częściej przymiotniki „prawdziwy”, „odkrywczy”, „zjawiskowy”. I coraz mocniej daje się odczuć, że ta wszechobecna promocja Dyjaka staje się coraz bardziej nachalna, dosyć komercyjna i fałszywa w przekazie. Trudno bowiem nazwać tego artystę „odkryciem”. Dyjak gra i śpiewa od wielu lat. Swoje pierwsze krążki wydawał już pod koniec lat 90. Jego głos jest z całą pewnością interesujący. Ma charakterystyczną chrypkę, lokującą się gdzieś  pomiędzy Włodzimierzem Wysockim i Janem Himilsbachem. Ze śpiewem jest jednak znacznie gorzej. Jest płaski, jednowymiarowy i – wbrew
     
41%
pozostało do przeczytania: 59%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze