System III RP ma z kim przegrać

Postkomunistyczne media z coraz większym trudem zaklinają rzeczywistość. Idzie ciężko. Z „Gazety Wyborczej”, radia TOK FM czy TVN po obchodach rocznicy katastrofy smoleńskiej można się dowiedzieć, że „ludzi jest coraz mniej”, „to już dogasa”, „było najwyżej kilka tysięcy”. Cóż – język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie.
 
Medialni strażnicy systemu uznali, że wywołany tymi zaklęciami dysonans poznawczy u odbiorców jest mniejszym zagrożeniem niż to, gdyby miał do nich dotrzeć niezakłócony kłamstwem przekaz – że kolejny raz nieprzeliczone tłumy na Krakowskim Przedmieściu pokazały, iż nie tylko Tusk, ale i cały system III RP ma z kim przegrać.

Przerwany mur medialny
 
Nie wszystkie media unikały pokazywania tego, co działo się 10 kwietnia na Krakowskim Przedmieściu. Tradycyjnie niewiele można było się dowiedzieć z TVN, jednak relacje i transmisje na żywo z kolejnych godzin uroczystości nadawane przez Polsat News czy TVP info dawały Polakom pojęcie o skali tego, co działo się w Warszawie. Być może to zachowanie sprowokowała wiedza o starcie konkurencji. Telewizja Republika zrealizowała – jak zapowiadała – w internecie transmisję z Krakowskiego Przedmieścia, podobnie jak telewizja Trwam i kilka niezależnych portali. Polacy mogli więc, korzystając z różnych mediów, na własne oczy zobaczyć potężną demonstrację – rzekę ludzi ciągnącą się od pl. Zamkowego po Pałac Prezydencki i dalej.

Dlaczego więc Jacek Żakowski czy Marek Beylin mówią o kilku tysiącach osób? Kłamią, bo to leży w ich naturze? A może pomylili się z powodu słabego wzroku? Czy raczej kłamią, bo za wszelką ceną chcą wyznaczyć trendy w propagandzie, gdy otoczenie Tuska niewiele robi, przerażone tym, co zobaczyło? Odbiorcy prorządowych mediów stawiani są zatem w kłopotliwej pozycji – widzą tłumy, ale mają myśleć, że tłumów nie ma i nie było. Metoda wypiszwymaluj z dziennika telewizyjnego peerelowskiej telewizji. Wielokrotność powtarzanego...

[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: