Złote podkowy

Polska jako idea – ta właśnie, którą odczytujemy w skrzydłach naszego Orła, w jego hardym wzroku, w szponach, w bieli i czerwieni – ta Polska jest zabijana. Premier kraju, ongiś pełnego dumnych rycerzy, ściska się z nowym carem Wszechrusi nad pogorzeliskiem, w którym zginęła elita narodu. A kiedy nadchodzi rocznica – dzień, w którym Naród upamiętnia największą współczesną tragedię – ucieka do Nigerii. Skrywa się przed własnym Narodem w afrykańskim buszu.
 
Dzień 27 listopada Roku Pańskiego 1633 był w Rzymie ciepły, niemal letni, powietrze pachniało ponoć jak w lipcu. Poranek nie wróżył takiej pogody – był ciężki od chmur i wydawało się, że lada moment runie ulewa. Jednak obłoki
[pozostało do przeczytania 92% tekstu]
Dostęp do artykułów: