Tajne rozmowy Putina z Tuskiem

Konsekwencje złego (nie)działania

Nie ma nic dziwnego w stwierdzeniu, że znaczna część działań dyplomatycznych pozostaje niejawnych dla obywateli. Dyplomacja jest grą, to zaś oznacza, że prawdziwe zamiary są skrywane, słowa dobiera się starannie, a realne interesy zachowuje się dla siebie. Bismarck mówił, że z polityką jest jak z parówkami. Lepiej nie wiedzieć, jak powstaje. Dyplomacji dotyczy to jeszcze bardziej.

Ta skrytość ma jednak swoje ograniczenia. Państwo nie może być jednak wyemancypowane od obywateli, nie może ich okłamywać ani zwodzić. To obywatele w demokratycznym państwie są suwerenem, powinni zatem mieć wiedzę stosowną do wyborów, jakich dokonują. Nie muszą wiedzieć o wszystkich działaniach i nie trzeba wtajemniczać ich w techniczne szczegóły. Przejrzyste powinny być natomiast dwie sprawy: po pierwsze cele, którym kierowali się przywódcy. I po drugie, skutki, jakie zdołali osiągnąć. Czy w tym wypadku ta zasada jest zachowana? Jakie argumenty przemawiają za jawnością działań związanych z katastrofą smoleńską?

To od rzetelnej oceny działań wokół katastrofy smoleńskiej powinien zależeć dalszy byt rządów Donalda Tuska. Jeżeli bowiem rząd w jakikolwiek sposób przyczynił się albo do powstania tej tragedii, choćby przez zwykłe zaniedbania, albo nie dopełnił staranności przy jej wyjaśnianiu, powinien natychmiast ustąpić. Katastrofa, w której ginie głowa państwa, ma charakter zbyt poważny, by przejść nad nią do porządku dziennego. Rząd, który nie jest w stanie uchronić własnej elity od śmierci, traci jakiekolwiek prawo do dalszego trwania. Ostateczna decyzja należy – owszem – do obywateli. Oni mogą, pomimo tych zastrzeżeń, wybrać ponownie tę samą ekipę. Ale muszą mieć wiedzę.

Zagadka z kluczem

W przypadku Smoleńska o takiej wiedzy nie można mówić. Raport Millera sprawy nie zakończył, ale tak naprawdę dopiero zaczął. Cały czas nie znamy ani wszystkich okoliczności...
[pozostało do przeczytania 49% tekstu]
Dostęp do artykułów: