Kaliningradzki eksperyment

I nie chodzi o zakupy zwykłych mieszkańców po polskiej stronie. Kaliningrad stał się punktem tranzytowym w eksporcie do Polski i dalej do UE przestępców, szpiegów i nielegalnych emigrantów. Ograniczenia, jakimi jest zawężenie terytorialne obowiązywania umowy do obwodu, są tylko na papierze. Sfałszowanie dokumentów dla Rosjan przyjeżdżających z głębi kraju to żaden problem. Choć akurat Samir S., podejrzany o potrójne zabójstwo w Gdańsku, jest z Kaliningradu. To, że mężczyzna, który był wcześniej sądzony w Rosji za nielegalne posiadanie broni, mógł bezkarnie mieszkać w Polsce, na dodatek od dawna nielegalnie, pokazuje, jak dziurawe jest sito mające przesiewać przybyszów ze wschodu. Ostrzegano przed tym podczas dyskusji nad umową z Rosją. Oczywiście Radosław Sikorski i rząd Donalda Tuska wszystko wykpiwali. Nie zważali też na zastrzeżenia płynące z części UE, m.in. sąsiedniej Litwy. Kiedy w 2009 r. Siergiej Ławrow zaprosił w tej sprawie do Kaliningradu kolegów z Polski i Litwy, Wilno
     
23%
pozostało do przeczytania: 77%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze