Oto masz moją rękę

Chciałbym ich zobaczyć wtedy w Resursie. Jak płonęły ich twarze wewnętrznym ogniem przyszłej walki...
Byli przecież tacy sami jak ci, którzy potem w 1863 albo w 1944 r. śpiewali piosenki, głaszcząc bagnet opuszkiem palca.
Jak dwudziestu czterech spiskowców
Maurycy Mochnacki wspomina, że tańczyli. Był tam także obecny pułkownik Ludwik Kicki. W owym czasie już od dawna w cywilu, po tym, gdy odmówił Rosjanom dalszej u nich służby. Patrzył pułkownik na tę szalejącą grupę młodzieńców i ponoć ich „dziwny wyraz twarzy go uderzył”. Zapytał Adama Chłędowskiego: „Kto są ci, z którymi rozmawiał?”. I wtedy, jak wzmiankuje Mochnacki, redaktor Chłędowski odparł mu, iż „ta młodzież pojutrze wcale nie pląsy rozpocznie”. Ludwik Kicki, usłyszawszy o zamiarach powstańczych, rzekł: „Pałasz i pistolety zawsze są u mnie gotowe; oto masz moją rękę, jestem wasz w życiu i śmierci”.
Dwie rzeczy niezwykle mnie poruszają w tej pięknej scenie. Jedną jest opis ostatniej zabawy młodych spiskowców listopadowych. Przed nimi nadciągająca burza, pioruny kute w tajnych kuźniach, a w nich radość życia. Piękno młodości.
Marzenia o Wolnej Polsce, które odbijają się w błyszczących oczach. W każdym toaście, wznoszonym za Niepodległość i za powodzenie ich zamiarów.
A z drugiej strony wyobrażam sobie Ludwika Kickiego, który stoi gdzieś z boku, może z kieliszkiem w ręku, i słucha wyjaśnień Chłędowskiego. Więc zaraz ma wszystko wybuchnąć? Będzie wojna z Rosją. I ten wspaniały żołnierz napoleoński, który jako młody chłopak rzucił wszystko, by z Legionami iść po marzenia, ten sam, który wraz z księciem Józefem jako jego adiutant skoczył do Elstery – teraz stał i patrzył na kolejne pokolenie młodzieży. A widział w nich siebie.
Czy długo się zastanawiał? Nie. Serce i intuicja podpowiedziały mu, że jeśli będzie walka, on może zrobić tylko jedno. I powiedział te piękne, lakońskie słowa. Pałasz i pistolety zawsze gotowe. Jestem wasz. W życiu... I w śmierci…
Kicki...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: