Koniec ery Mubaraka

Przedłużający się impas

Zwycięstwo demonstrantów wcale nie było przesądzone. Po pierwszych dniach gwałtownych starć, kiedy na ulice wyszły setki tysięcy ludzi, rząd wycofał siły porządkowe z miast i atmosfera protestów się uspokoiła. Mubarak przyjął taktykę przeczekania i zmęczenia opozycji. Przyniosło to pewne rezultaty. W różnych dniach frekwencja na placu Wyzwolenia w Kairze wahała się od kilkunastu tysięcy do setek tysięcy ludzi. Aby podtrzymać zapał protestujących, organizacje młodzieżowe ogłaszały na portalach internetowych mobilizację pod coraz nowymi hasłami: „dzień gniewu”, „marsz miliona”, „niedziela męczenników”, „piątek odejścia”. Inicjatywy przyciągnęły nowe tłumy. Zarazem jednak wymusiły tylko umiarkowane ustępstwa ze strony dyktatora.

Po wymianie rządu 29 stycznia i powołaniu Omara Sulejmana na stanowisko wiceprezydenta władze zgodziły się na zniesienie wieloletniego stanu wyjątkowego. Zapowiedziały rozszerzenie swobód wyborczych i zwolnienie więźniów politycznych. Do dymisji podało się kierownictwo partii rządzącej. Sam Hosni Mubarak zadeklarował wycofanie się wraz z synem z polityki po wrześniowych wyborach. Ustępstwa te zadowoliły tylko niewielu. Główne ugrupowania opozycyjne zgodziły się na prowadzenie negocjacji z rządem, ale konsekwentnie domagały się natychmiastowej dymisji Mubaraka i przejęcia tymczasowej władzy przez wiceprezydenta Sulejmana. Najbardziej radykalne organizacje młodzieżowe skupione w tzw. Ruchu 6 kwietnia uznały, że żadna z opozycyjnych partii politycznych nie reprezentuje ich poglądów i wykluczyły wszelkie rozmowy do czasu rezygnacji prezydenta. Do demonstracji włączyli się stopniowo członkowie kolejnych grup zawodowych, ogłaszając strajki generalne w swoich sektorach.

Dowództwo armii, nie radząc sobie z wypracowaniem kompromisu, zaczęło zdradzać objawy coraz większego zniecierpliwienia. Wiceprezydent Sulejman publicznie ostrzegł, że jeśli kryzys będzie się przedłużał,...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: