Tak się wypłaca matkom świat

Dziewiątego czerwca 1860 r., kiedy z wolna na horyzoncie zbierały się chmury zapowiadające kolejną burzę dziejową, umarła wdowa po generale Sowińskim.
On sam był już wtedy jednym z herosów mitologii polskiej, wniesiony do niej życiorysem bogatym w patriotyczne czyny. Bił się Józef Sowiński z Rosjanami, zapisując piękną kartę w trakcie napoleońskiej wyprawy na Moskwę i bitwy o Smoleńsk w sierpniu 1812 r., ale dopiero jego bohaterska śmierć w wolskim kościółku, w czasie Powstania Listopadowego, stała się przyczynkiem wyniesienia do termopilejskiego panteonu polskiego.

Juliusz Słowacki „wpisał” go tam genialnymi pociągnięciami pióra, awansując „starca o drewnianej nodze” na jednego z wielkich duchów narodowych, który „nie jest świętym” ani „męczennikiem”, lecz po prostu „prawym Polakiem”. Noblesse oblige – mówią Francuzi. Polskość zobowiązuje – moglibyśmy odpowiedzieć parafrazując to powiedzonko. Kto takiego obowiązku polskiego słucha, do końca trwa – jak generał Sowiński, na ołtarzu wspierając się jedną ręką, w drugiej trzymając szablę...

Żona obrońcy Woli z 1831 r., Katarzyna ze Schraederów (primo voto Jonas) Sowińska ponoć szukała ciała męża po tym, gdy Rosjanie wyrżnęli już wszystkich powstańców broniących się do końca w kościele. Jednak jego zwłok nie odnalazła.

Pogrzeb generałowej Sowińskiej był wyznaczony na dzień 13 czerwca. Akademicy (jak nazywano studentów Akademii Medyko-Chirurgicznej) oraz uczniowie Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie zwołali na ulicę przed jej mieszkaniem tłumy ludzi. Jak podaje Agaton Giller, pomysł zorganizowania pogrzebu, będącego jednocześnie manifestacją uczuć patriotycznych, pierwszy rzucił Mateusz Gralewski, były oficer wojsk kaukaskich, który do wojska rosyjskiego został zesłany za drobne przewinienie w szkole. Ten syn zagonowego szlachcica, dobrze wiedzący, czym jest knut rosyjski, dał znak, który stał się iskrą rozpalającą nastroje. Na pogrzebie stawiło się tysiące Polaków.

...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: