Rękawiczki ze Stalina

Dodano: 02/02/2022 - Nr 5 z 02 lutego 2022

Felieton [Myśli nienowe]

Za głębokiej komuny był ponoć rzemieślnik, który po całej Polsce skupował… wielotomowe wydania dzieł Lenina i Stalina. Nie po to, by je czytać. Rzecz polegała na tym, że owe książki były oprawione w świetnej jakości skórę, z której ów człowiek wykonywał piękne, eleganckie rękawiczki. 

Nie wiem, czy klientom wyjaśniał proweniencję materiału. Ale w sumie po co? I tak oto dziesiątki, a może setki osób w kraju zimą wdziewało na dłonie Lenina albo Stalina. Myślenie o tym bardzo bawi. Oto taksówkarz wpuszcza zgrabną panią do swej warszawy (wyjaśnienie dla młodego pokolenia – był kiedyś taki samochód), a ta – bach! na siedzenie gładką, leninowską galanterię. Albo dyrygent, wychodząc z Teatru Wielkiego, zakłada na dłonie kilka ważkich myśli Stalina, nawet o tym nie wiedząc. Inna sprawa, że po 1945 roku wielu zakładało takie „rękawiczki” mentalne na swoje dłonie z rozmysłem – by stalinowską ręką pisać wyrok, by palcami leninowskimi tłuc w klawiaturę w jednym z

     
48%
pozostało do przeczytania: 52%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze