Niepodległość i samotna droga Mistrza

FOT. PAP/ANDRZEJ RYBCZYŃSKI
FOT. PAP/ANDRZEJ RYBCZYŃSKI

Pro memoria [Jerzy Targalski]

Jerzy umierał od lat, z każdym dniem. Chorował od dzieciństwa na niewydolność nerek. „Zaprzyjaźnił się z chorobą”. Cień śmierci stał się jego codziennym wyzwaniem. Mobilizował do walki. Dwa lata temu, w lipcu 2019 roku, powiedział nagle w „Geopolitycznym Tyglu” o swoich kotach: „Na koniec, proszę państwa, smutna wiadomość. Niestety Lisia i Barbisia już z nami nie będzie. Barbiś przegrał po pół roku walkę z rakiem, a Lisio – to sprawa dla mnie straszna, bo nagle, zupełnie bez jakichkolwiek objawów, okazało się, że jest w stanie końcowym choroby nerek. Dziękuję państwu” – zakończył program.

Tylko grono jego najbliższych współpracowników wiedziało, że te słowa mają drugie dno. Walka toczy się już o tygodnie, dni. Ale nie odpuści. Wtedy, 5 lipca 2019 roku, prognozował, że „Władimir Putin pozostanie u władzy do 2036 roku, jeśli wcześniej nie umrze lub nie zostanie obalony. W ten sposób Rosja będzie gniła, podobnie jak Związek Sowiecki za Breżniewa”.

Co tydzień, od 2016 roku, siadał w fotelu ze swoimi kotami i wyjaśniał zawiłości współczesnego świata – ów prawdziwy „geopolityczny tygiel”. Te 16 minut na antenie Telewizji Republika to był jego żywioł. Mówił spokojnie, pewnie, jasno i wyraziście. Nie oszczędzał nikogo z tych, których uważał, że szkodzą Polsce. Swoje genialne zdolności analityczne rozwijał przez dziesięciolecia. Fotograficzna pamięć, łatwość uczenia się nowych języków, bezkompromisowość, ogromna wiedza, siła charakteru, wyjątkowy dar analityczny powodowały, że z pasją starał się odczytać znaki czasu, przewidzieć konsekwencje toczącej się, twardej, brutalnej rywalizacji z Moskwą. Nie stosował półcieni, nie używał pastelowego języka. Ciął słowami ostro, nierzadko boleśnie. Ale uczciwie. Rozpierała go energia. Rok 2016 zdawał się być dla niego przełomowy. To wówczas, razem z prof. Andrzejem Zybertowiczem i dr. Krzysztofem Iwankiem stworzyli na Akademii Sztuki Wojennej ambitny projekt – Centrum Badań nad Bezpieczeństwem. Od podstaw zbudowali, z gronem swych wychowanków i uczniów, potężne narzędzie analityczne.

Rozpoznawać zagrożenia – Katyń, Smoleńsk, ukryta wojna

Jerzy miał to, o czym marzył i do czego dążył przez całe życie. Stworzył jeden z trzech filarów Centrum – Ośrodek Studiów Przestrzeni Postsowieckiej. Starannie dobierał ludzi. Skupił wokół siebie młody, utalentowany zespół analityków. Wymagał od nich bezkompromisowości i samodzielności w myśleniu. A także znajomości języków państw, które były obszarem ich działania. Pokazywał im instrumenty, którymi Rosja toczyła z nami bezwzględną, ukrytą wojnę. Ale smoleński mord w 2010 roku oznaczał wejście w fazę radykalnie brutalną. Wiedział, że taki moment nadejdzie. Spodziewał się Nowego Katynia. Ostrzegał przed nim. To był jednak punkt krytyczny, który uzmysłowił wielu skalę zagrożenia ze strony Rosji i siłę jej agentury w Polsce. Nie miał złudzeń. Posiadał ogromną i unikalną wiedzę o sieci powiązań sowieckich służb z kontrolowanymi przez Moskwę państwami. Tysiące nazwisk, instytucji, przenikających się, tworzących piętrowe konstrukcje zależności, realizujących operacje dezinformacyjne. Godzinami wyjaśniał ludziom z zespołu, jak łączyć informacje, jak je przesiewać. Budował ich kompetencje, a równocześnie walczył o najbanalniejsze rzeczy niezbędne dla funkcjonowania zespołu. Już pierwsze prace są profesjonalne – w 2016 roku ukazuje się raport „Mniejszość rosyjska w Estonii. Organizacje, kadry kierownicze, powiązania z centrum, kanały łączności”. A w październiku pojawia się druga analiza – „Grupy oligarchiczne na Ukrainie, ich zaplecze finansowe, powiązania polityczne i wojskowe”. Jednak jakościowym przełomem jest raport, który ukazuje się w styczniu 2017 roku: „Sieć medialnej i akademickiej agentury wpływu Władimira Jakunina w Europie”. To efekt żmudnego łączenia struktur, które obejmują dziesiątki nazwisk, organizacji i firm działających w wielu państwach świata – Bułgarii, Francji, Gruzji, Austrii, Azerbejdżanie, Kazachstanie, na Węgrzech, w Finlandii, Estonii, na Litwie, w Niemczech, Norwegii, na Cyprze, Łotwie, w Polsce. Raport ukazuje, iż struktura ta w wielu kluczowych miejscach wiąże się z aktywnością sieci organizacji tworzonych przez Aleksandra Dugina i jego zwolenników. A Dugin otwarcie stawia na sojusz Moskwy z Berlinem. Jest nie tylko za oddaniem Kaliningradu Niemcom, lecz także za wsparciem przy odbudowie przez nich Prus w ich historycznych granicach.

Ale Targalskiego interesuje wszystko, co stanowić może zagrożenie dla Polski ze strony Rosji. Gdy Donald Trump nominował na szefa dyplomacji Roxa Tillersona, wcześniej prezesa potężnej korporacji energetycznej ExxonMobil, OSPP tworzy w lutym 2017 roku raport pokazujący wcześniejszą współpracę Tillersona z rosyjskim koncernem Rosnieft. A rok później, w czerwcu 2018 roku, powstaje unikalny w świecie, obszerny raport „Sieć Euroazjatów Aleksandra Dugina i jej wpływy ideologiczne”.

Na informacyjnej wojnie

Niemal całe dojrzałe życie Targalskiego to bezkompromisowe dążenie do prawdy, do zrozumienia mechanizmów, które stały za sowiecką dominacją i zniewoleniem Wschodniej Europy. W 1976 roku kończy studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, a rok później w Instytucie Orientalistycznym UW. W ich trakcie zapisuje się, w 1974 roku, do PZPR, aby zejść z oczu bezpieki (w roku 1979 wypisuje się z partii). W 1976 roku zaczyna studia doktoranckie, ale równocześnie jest jednym z pierwszych, który nawiązuje współpracę z Komitetem Obrony Robotników. Pomaga przy tworzeniu „Głosu”, jednego z pierwszych opozycyjnych pism, którym kieruje Antoni Macierewicz. Z początku – jak wspominał – był technicznym. Ale od 1980 roku zaczął pisać do „Głosu” teksty o Europie Wschodniej. Potem na wiosnę 1981 roku zaczął tworzyć wokół siebie grupę analityczną. Działają w pełnej konspiracji. Jerzy jest przekonany, że bezpieka w końcu chwyci ich za gardła. Jan Malicki, dziś dyrektor Studium Europy Wschodniej na Uniwersytecie Warszawskim, wspominał pierwsze spotkanie organizacyjne w czerwcu: – Kluczenie, kilkakrotna zmiana tramwajów i już dotarłem na miejsce. Stembrowicz miał pisać o Rosji i Sowietach, Marek Pernal (ówczesny pracownik biura prasowego Sekretariatu Episkopatu Polski, a w latach 90. ambasador w Pradze) był od Czechosłowacji. W spotkaniu uczestniczył też Andrzej Ananicz, który miał się zajmować Azją Środkową, oraz Wojtek Maziarski, któremu przypisano Węgry. Dla mnie nie było przydziału, więc dostałem do wyboru kraje bałkańskie albo kraje bałtyckie – wspominał Malicki. Zdecydował się na republiki bałtyckie. I wówczas – w stylu Jerzego – otrzymał polecenie, aby szybko, w kilka miesięcy, nauczyć się języków bałtyckich. Jerzy załatwił mu też podręczniki. Jak wspominał: „Jurek wymógł na nas pełną konspirację, co podówczas było szaleństwem, bo wszyscy robili wszystko oficjalnie i jeszcze to podkreślali”. Zdążyli do stanu wojennego wydać dwa numery. Targalski szykował się na twardą walkę. Bodaj już w 1977 roku nastąpił w nim przełom. Przestał być socjalistą. Uważał, że drogą do niepodległości i wyrwania się z totalitarnego systemu jest odbudowa kapitalizmu w Polsce. „Połykał” książki z drugiego obiegu, nawiązywał kontakty, chłonął informacje. To wtedy też zaczęła się kształtować jego geopolityczna koncepcja, mocno związana z wizją Piłsudskiego. Uważał, że kluczem do wyrwania się z kolonialnej zależności od bolszewickiej Rosji jest powstanie pasa niezależnych państw Międzymorza, które odrodzą się na gruzach rozpadającego się komunistycznego imperium. Posiadł unikalną w skali świata wiedzę na temat tego obszaru. Był najlepszy i rzadko się mylił. Chłonął też każdą informację. Stworzył własną, unikalną metodę ich pozyskiwania.

„Niepodległość” – projekt na całe życie

W tamtym okresie szybko „wyleczył się” z Wałęsy. Jak wspominał: „Oczywiście na początku mi się podobał – taki przywódca robotniczy. Potem ludzie, którzy jeździli z nim na spotkania, zaczęli mi opowiadać, jak on bełkocze, jakim jest kretynem itd. Gdzieś od połowy września miałem więc absolutną jasność, że jest to po prostu debil, który jest nadymany”. Przygotowywał się do konfrontacji. „Uważaliśmy, że żadnego porozumienia nie będzie. Bo albo jest komunizm, albo go nie ma. Nie ma drogi pośrodku. (…) Było wiadomo, że Solidarność jest po to, żeby rozwalić komunizm”.

Stan wojenny Jerzy uznał za wojnę totalitarnego systemu z narodem. Zaczął tworzyć Liberalno-Demokratyczną Partię „Niepodległość”. Zbudował nowe pismo – „Niepodległość”. Jako jedyne trafiało w sedno tej wojny wytoczonej Polsce przez rosyjską agenturę. Dzięki jego determinacji to wizjonerskie pismo ukazywało się dość regularnie. Powoli budowało świadomość odrodzenia państwowości. Targalski wspominał: „Kiedyś dostałem namiar na babkę od przepisywania matryc. I zostawiłem jej cały pierwszy numer. Po tygodniu przychodzę, a ona mi oświadczyła, że zniszczyła wszystko, bo takich bzdur rozpowszechniać nie będzie. Bo co to – jakaś niepodległość? O co tu w ogóle chodzi? Jest przecież stan wojenny. Walczymy o »Solidarność« i porozumienie”. Ostatecznie pierwszy numer ukazał się w styczniu 1982 roku z piorunującym wstępniakiem napisanym przez Targalskiego. Stwierdzał, że jedynym legalnym przedstawicielem Polaków „pozostaje nadal Solidarność ze swymi władzami wybranymi w demokratycznych wyborach i programem uchwalonym na I Krajowym Zjeździe Delegatów w Gdańsku. Wszelkie próby zastępowania władz demokratycznych – marionetkowymi oraz wprowadzenie zmian do programu Związku odrzucamy z pogardą”. Jerzy w artykule uznawał stan wojenny za okupację narodu. Stwierdzał: „W tej sytuacji wszelkie spory, które dzieliły dotychczas opozycję demokratyczną, schodzą na plan dalszy. Obecna okupacja, podobnie jak poprzednie, musi zrodzić ruch oporu. Stanowi on najważniejszy warunek odzyskania niepodległości, gdyż zależnie od jego siły kształtować się będzie postawa Zachodu i skłonność do ustępstw ze strony ZSRR”. Głosił, że należy stworzyć podziemny rząd, który koordynować będzie opór.

Ubekistan, czyli III RP

Pod koniec 1982 roku pisze kluczowy tekst: „Czy Polacy mogą wybić się na niepodległość?”. Stwierdzał: „Ale do niepodległości mogą powstać co najwyżej warunki, natomiast ona sama będzie wyłącznie naszym dziełem, wyrazem naszej gotowości. Musimy zatem: – uzyskać wszyscy świadomość braku niepodległości, wiedzieć, dlaczego jej nie ma; – wiedzieć, że jest ona warunkiem realizacji wszelkich naszych programów i dążeń, także bytowych, czyli bardzo chcieć niepodległości; – być przygotowani: programowo, politycznie, kadrowo i częściowo organizacyjnie na jej przyjście”. Przegrał. Odrzucał jakiekolwiek próby porozumiewania się z komunistami, a w Solidarności zaczęli dominować zwolennicy ugody z reżimem. Pogłębia się też jego choroba nerek. Wychodzi z podziemia w 1983 roku i emigruje do Francji. Przechodzi leczenie. Bronisław Wildstein proponuje mu pracę w „Kontakcie”. Tworzy rubrykę „Z obozu”. Pisze w paryskiej „Kulturze”. Przez lata pisze kroniki białoruską, ukraińską i litewską. Współpracuje z Radiem Wolna Europa. Do Polski wraca dopiero w listopadzie 1997 roku. Jest bezrobotny. Jacek Kwieciński, który prowadził dział „Świat” w „Gazecie Polskiej”, ściąga go do redakcji. Uczy się nowej rzeczywistości. Prowadzi zajęcia w Studium Europy Wschodniej. Ma swój epizod w Polskiej Agencji Informacyjnej. W 2007 roku doktoryzuje się w Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Jego praca opisywała mechanizmy demontażu komunizmu w Serbii i Słowenii. Przez trzy lata, od 2006 do 2009 roku, zasiada w Zarządzie Polskiego Radia.

Smoleńsk był podwójnym szokiem. Rozpętana przez Moskwę wojna informacyjna ukazała siłę rosyjskiej agentury w Polsce i jej kontroli nad mediami. Jerzy, razem z Dorotą Kanią i Maciejem Maroszem, piszą książkę „Resortowe dzieci. Media”, która ukazuje się trzy lata po Smoleńsku. Odsłonią w niej mechanizmy, które powodowały, że dominujące grupy interesu w III RP stały się zakładnikami smoleńskiego kłamstwa. W 2015 roku w „Resortowych dzieciach. Służby” ujawniają inny segment budowanych przez pokolenia powiązań, które głęboko wniknęły w tkankę Polski.

Dzieło życia

Cztery lata przed śmiercią Targalski opublikował pięciotomową pracę, liczącą łącznie 2422 strony – „Służby specjalne a Pierestrojka”. Podtytuł wyjaśniał istotę dzieła – „Rola służb specjalnych i ich agentur w Pierestrojce i demontażu komunizmu w Europie Sowieckiej”. Jeden człowiek napisał unikalną pracę opartą na ogromnych zasobach informacji, aby zweryfikować hipotezę, że rozpad sowieckiego obozu odbywał się w dużym stopniu w sposób kontrolowany przez sowieckie służby. Dzień po dniu Jerzy prześledził wszystkie istotne zmiany kadrowe we wszystkich strukturach służb polskich, węgierskich, czechosłowackich, słowackich, bułgarskich, rumuńskich i sowieckich. Chciał ustalić, czy istniał plan Pierestrojki koordynowany z Moskwy i obejmujący cały tzw. komunistyczny obóz. Wniknął też w struktury sowieckiego imperium – analizował zmiany kadrowe także w sowieckich republikach – w Estonii, na Łowie, Litwie, na Białorusi, Ukrainie i w Mołdawii. Przeanalizował też, jak selekcjonowały one środowiska opozycyjne, aby włączyć je do całej operacji. Powstała praca niemająca precedensu na świecie – pokazująca gigantyczną sieć powiązań, wzajemnego przenikania się służb – ścierania się frakcji, oporu grup i wdrażania owej strategii wypracowanej w sowieckiej KGB.

Jak zauważał, „wszystkie zmiany w Centrum były przenoszone do państw bloku. Tworzono przyszłego partnera drogą stymulowania opozycji, jak w Bułgarii i na Węgrzech, lub selekcji – jak w Polsce, czy obu metod – jak w Czechosłowacji. Działania te rozpoczęto w 1987 roku, co dowodzi dużego stopnia koordynacji. Przełom lat 1989 i 1990 zakończył ten proces. Wtedy w drodze wyborów w republikach zachodniosowieckich i krajach wasalnych wprowadzono opozycję do parlamentów i utworzono rządy koalicyjne”. Na tym tle narodziła się też III RP, wpisana w logikę wasalnej współpracy z agenturą Rosji. Stworzone przez Jurka „Centrum badań nad bezpieczeństwem” brało pod lupę te struktury wpływu, którymi Rosja oplatała państwa.

Nie rzucać się pod nogi Berlinowi

Czasami, z rzadka, w gronie zespołu, rzucił żart o swoim zdrowiu. Jerzy był przez całe życie bezkompromisowy. Także wobec swojej choroby. Nie złamała go. Do końca. Nie miał żalu za ciosy, które dostawał. Z ironią i dystansem, czasem żartobliwie, mówił o swojej chorobie. A ta, powoli, blokowała kolejne jego organy. 28 maja 2021 roku, w przedostatnim „Geopolitycznym Tyglu”, reagując na uprowadzenie przez Łukaszenkę samolotu zarejestrowanego w Polsce, ostrzegał, że jest to w istocie atak Rosji na członka NATO. Jeśli Moskwa i Mińsk nie dostaną zdecydowanej odpowiedzi, posuną się dalej. „W tej chwili Putin wpadł na nowy sposób eskalacji. Dotychczas atakował bezpośrednio – Gruzję czy Ukrainę, a teraz posługując się Łukaszenką, może zaatakować dowolny kraj. Rosja będzie występowała jako ta niewinna… a Łukaszenka wykona każdy rozkaz. Jeżeli nie będzie tej zdecydowanej reakcji, no to możemy się spodziewać, że na następnym etapie KGB Łukaszenki zacznie porywać ludzi z Warszawy albo strzelać do nich na ulicach naszej stolicy. A my znów będziemy płakali i… się jedynie skarżyli”. Trzy miesiące później Białoruś i Rosja rozpoczęły wielką operację hybrydową na naszej granicy, frontalnie dążąc do destabilizacji wschodniej flanki NATO. Ostatni, dwusetny numer „Geopolitycznego Tygla” , dziś wiemy, że pożegnalny, był nietypowy. Wyemitowano go 4 czerwca 2021 roku, trzy miesiące przed jego śmiercią. Większość czasu Jerzy poświęca w nim historii swoich czterech kotów – Mruczusia, Rudego, Herszta i Czarnuszka. Mówił o nich, jakby stanowili jego bliską rodzinę. Ostatnie kilka minut nagrania nabierają szczególnej mocy. Są jak jego testament. Uważał sojusz z USA za rozwiązanie słuszne dla Polski. Napominał tych, którzy wpadli w totalny popłoch po resecie dokonanym przez Demokratów w USA. Przypominał, że jest to zjawisko cykliczne. Trzeba przetrwać. Za dwa lata będą wybory do Izby Reprezentantów i sytuacja może ulec radykalnej zmianie, bo Republikanie mają szansę odbić część władzy. Widzi panujące w Polsce przerażenie spowodowane polityką Bidena i gotowość, by paść pod nogi Berlinowi. To jest polityka błędna, a dostrzega narastanie silnej chęci wśród naszych elit, by nie tylko w pełni zwasalizować się Niemcom, ale nawet wyprzedzać ich życzenia w wyprzedawaniu naszej suwerenności. Wówczas „Polska w swym statusie kolonialnym spadnie tak nisko, że potem się już nie będzie mogła wycofać”, gdy w polityce USA nastąpi kolejny okres ochłodzenia relacji z Berlinem.

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze