NAZISTOWSKIE SZKIELETY W NIEMIECKIEJ SZAFIE

Przewodnicząca Związku Wypędzonych Erika Steinbach ma dużo racji twierdząc, że nie tylko jej związek, ale również inne organizacje i partie mają nazistowskie szkielety w szafie. Byli aktywiści hitlerowscy w nowej sytuacji politycznej, ze strachu przed karą, a przynajmniej przed ostracyzmem, aktywnie włączyli się w proces budowania demokracji w kraju, który nie miał żadnych demokratycznych tradycji. Robili to, czego oczekiwał amerykański okupant, z wilków przemieniali się w owieczki. A wielu z nich w duchu marzyło o powrocie starych, dobrych czasów. Nikogo nie może dziwić odkrycie, że poza dwoma osobami wszyscy założyciele Związku Wypędzonych to dawni naziści. Oni nie ukrywali, że będą dążyć do utraconych przez III Rzeszę ziem i marzą o odwecie.
Byli naziści, którzy włączyli się w budowę nowych Niemiec, już nie żyją albo są starcami. Ale nie znaczy to wcale, że martwa jest idea budowania nowego imperium niemieckiego, tym razem pod hasłem zjednoczonej Europy pod wodzą Berlina. Nie bez kozery przeniesiono z Bonn do Berlina stolicę kraju, tworząc tzw. republikę berlińską.

Teutońskie marzenia da się spełnić w ramach demokracji. Nie siłą militarną, lecz siłą gospodarki. I do tego dąży kanclerz Merkel. Nieobce były te idee Helmutowi Kohlowi, kiedy nalegał na wprowadzenie waluty euro. W NRD natomiast byli naziści aktywnie włączyli się w budowę pierwszego w historii Niemiec państwa socjalistycznego. Ale marzenia mieli takie same i mają nadal. Jeśli nie oni, to ich potomkowie.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: