„Herszt w sutannie”

Felieton [Przeszłość powróci ideą]

Kiedy w trakcie procesu, omawiając dowody rzeczowe znalezione przy ks. Gurgaczu, komunistyczny prokurator zapytał: „A po co księdzu kompas?”, ten odpowiedział bez żenady: „Żeby się nie zgubić”. 

Oddział partyzancki „Żandarmeria” działał od drugiej połowy 1947 roku jako zbrojne ramię antykomunistycznej Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowców (PPAN) na Sądecczyźnie. Ich bazą była Hala Łabowska. Wpadli 2 lipca 1949 roku po akcji na Bank Związku i Spółek Zarobkowych przy ul. Szpitalnej w samym centrum Krakowa, gdzie chcieli zdobyć pieniądze na przetrwanie. Ksiądz Władysław Gurgacz, jezuita, który nie brał udziału w skoku, obserwując wszystko z daleka, udał się do konspiracyjnego lokalu, gdzie czekał na kolegów. Przeczuwając jednak fiasko akcji, nie próbował się ratować. W sądzie mówił: „Nie uciekłem (…), ponieważ nie chciałem pozostawić członków organizacji i tak samo jak oni chciałem ponieść odpowiedzialność”. Komunistyczna propaganda robiła z księdza

     
48%
pozostało do przeczytania: 52%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze