Zbawiciel ’44. O ratowaniu krzyża z kaplicy Baryczków

Historia [Losy cudownego krucyfiksu

Jest 16 sierpnia 1944 roku. Warszawa płonie. Nad miastem unoszą się sięgające niebios czarne chmury dymu i popiołu. Trwa ciągły ostrzał powstańczych pozycji na Starym Mieście, wokół których zaciska się niemiecka pętla. I wtedy, wśród tego morza ognia, w szalejącym wirze śmierci i cierpienia, dwie sanitariuszki batalionu „Wigry” widzą Chrystusa – kilkusetletni krucyfiks wiszący w kaplicy Baryczków w archikatedrze. Ruszają, by uratować go z płomieni. 

Zbawiciel ma twarz spokojną, chociaż ściśniętą bólem. Gdyby uklęknąć przed krzyżem i spojrzeć od dołu, widać, że oczy jeszcze nie zgasły, że powieki są mocno opuszczone, jakby opuchnięte cierpieniem, ale nie zamknięte. W tej twarzy jest cisza. Tam, gdzie był jazgot krzyżującego tłumu, tam była i metafizyczna cisza tego, co Wielkie, Święte i Nieodgadnione. Szept Boży naprzeciw wrzasku ludzkiego. Tak było przy jerozolimskiej Via Crucis, ale tak też było – wyobrażam sobie – owego sierpniowego dnia roku 1944, gdy

     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze