Gdy potwór wychodzi z kałuży. Wygłodniały gad

Podróże [W dorzeczu Orinoko]

W październiku zaczyna się tutaj susza. I trwa zwykle aż do maja. Wówczas wodny potwór nie ma tu za bardzo czego szukać. Wynajduje więc najgłębsze bajoro, aby tam przeczekać do lepszych czasów. W utęsknieniu za obfitymi deszczami. Dopiero wówczas z bezbronnej i ślamazarnej na lądzie poczwary stanie się ponownie prawdziwym monstrum. Okrutnym, bezlitosnym i śmiertelnie niebezpiecznym.

– Niedawno w szczepie, do którego czasem pływam w odwiedziny, mieli dramatyczną sytuację – Carlos, mój indiański przewodnik, zaczyna opowiadać historię. – Kilkuletnie dziecko, pozbawione opieki, bawiło się gdzieś na uboczu wioski. Naraz z lasu wypełzła anakonda. Porwała malca i zaczęła go wciągać ze sobą do lasu. Najpewniej do swojego gniazda… Na szczęście dziecko głośno płakało. I ktoś z osady usłyszał. Chwycił siekierę i odrąbał łeb gadowi. Dziecko udało się uratować.

W głosie przemawiającego Carlosa słychać jednak wielkie przejęcie. I powagę. Wie, o czym mówi. Zdaje

     
19%
pozostało do przeczytania: 81%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze