Zyziu na koniu Hyziu

„Zdrowie Cenckiewicza! Co ma wisieć, nie utonie!” – taki toast wznoszony był na zjeździe Klubów „Gazety Polskiej”. Nawiązywał on do zapowiedzi Lecha Wałęsy, iż historyk będzie wisiał. Powstał nawet pomysł, by szanownego profesora, a w przeszłości długowłosego fana heavy metalu, wrzucić do jeziora, bo zgodnie z ludowym porzekadłem utonąć nie może. Na ile pamięć nie myli, planu nie wcielono w życie, ale pewny nie jestem.

No dobra, tak naprawdę w czasie toastu padało nazwisko nie „Cenckiewicz”, a „Centkiewicz”, jak zwykł nazywać go Bolesław. Co dowodzi, że pilnie uczył się on w podstawówce, czytając lekturę małżeństwa Aliny i Czesława Centkiewiczów „Anaruk, chłopiec z Grenlandii”. A nie tylko lał się sztachetami oraz raz lał tam, gdzie nie trzeba.

Donald Tusk wymyślił, że skoro źle mu wychodzą spotkania ze zwykłymi Polakami, a nawet z dziennikarzami, bo zawsze jakiś zada kłopotliwe pytanie, to zwycięstwo da mu chodzenie na golasa, a przynajmniej z

     
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze