Mobbing ukryty pod togą. „Czas podwiązać jajowody” – koszmar zwykłych pracowników sądów

fot.©denissimonov - stock.adobe.com
fot.©denissimonov - stock.adobe.com

KRAJ [Sądy, mobbing, tragedie]

„W każdą niedzielę czuję ból brzucha na myśl o pójściu w poniedziałek do pracy” – to słowa pracownika sądu, podobne do wypowiedzi wielu innych. Opowiadają o krzykach, rzucaniu aktami, nadmiernym obciążaniu obowiązkami, ale chyba najbardziej doskwiera im pogardliwe traktowanie. Skutek to chorobliwy stres, bezsenność, stany lękowe, a nawet samobójstwa. Zjawisko mobbingu w polskim sądownictwie jest nagminne, systematycznie narasta, bo przez lata było (i nadal jest!) skrzętnie skrywane. A kary nakładane na mobberów w togach są niezwykle rzadkie.

Sytuacja z Gdańska. Sędzia siedziała w gabinecie, gdy z parapetu spadł kwiat doniczkowy. Sprzątaczki przychodziły dopiero po południu, a ona nie miała zamiaru brudzić sobie rąk. Zadzwoniła więc do kierowniczki wydziału, aby ktoś pozamiatał. – I tu szacunek dla kierownik, która powiedziała: „Pani sędzio, ja mam zmiotkę i szufelkę, przyniosę pani” – opowiada Edyta Odyjas, przewodnicząca NSZZ „Solidarność” Pracowników

     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze