Pani z Zamku

Felieton [Myśli nienowe]

W trakcie nagrań programu telewizyjnego o Konstytucji 3 maja na Zamku Królewskim w Warszawie miałem przyjemność spotkać pewną panią, która tamże pracuje. Akurat była przerwa – ekipa poleciała coś dokręcać na wystawie, więc byliśmy sami i mogliśmy sobie porozmawiać.

Mówiliśmy o Zamku, jego mieszkańcach, w tym o namiestniku rosyjskim Michaile Gorczakowie (szukałem okna, z którego dyrygował strzelaniną do Polaków na placu Zamkowym). Potem rozmowa zeszła na księcia Józefa – depozytariusza polskiego honoru. Nie mogłem nie wspomnieć, że wycho-wałem się w domu „napoleońskim”, w wielkim szacunku do księcia Pepi. Gdy się przedstawiłem, pani powiedziała, że mam wielkie szczęście, bo „szczęściem jest wychować się w takim domu”. To prawda. Wróciłem do dalszej pracy poruszony tą rozmową. A potem pomyślałem sobie, iż coraz mniej już domów, w których prawdziwe tradycje patriotyczne są żywione, pielęgnowane, przekazywane dalej. Ba, coraz mniej domów, w których w ogóle

     
49%
pozostało do przeczytania: 51%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze