Kawusia od ruskich

Felieton [Krótko i na temat]

Gdy będą Państwo czytać te słowa, minie już półtora tygodnia od nadania przez Telewizję  Polską filmu Ewy Stankiewicz „Stan zagrożenia”. 

Kto chciał ten znakomity dokument obejrzeć, prawdopodobnie już miał okazję to zrobić, myślę też, że niewielu Polaków spoza zbioru zawierającego osoby, których nic nie obchodzi, o nim nie usłyszało. Mam nadzieję, że obejrzeli go Państwo uważnie, kilku rzeczy się z niego dowiedzieli, o kilku sobie przypomnieli, a kilka innych na nowo poukładali. Ewa Stankiewicz zebrała tu chyba wszystko, co dało się w krótkie ramy czasowe upchać i zachować czytelność przekazu. Natura ludzka jest jednak dość kapryśna i chyba większość widzów najbardziej zwróciła  uwagę nie na wielopiętrowe intrygi z udziałem polskich władz i rosyjskich służb, lecz na uśmiechniętą Ewę Kopacz w prosektorium pełnym zwłok ofiar Smoleńska. Jedni załamali nad tym ręce, inni rzucili się niczym spóźnieni biali rycerze bronić pani premier. Prawda jest jednak taka, że

     
55%
pozostało do przeczytania: 45%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze