Mój przyjaciel Wenanty

Felieton [Walka o dusze]

Kilka dni temu, dokładnie w Wielką Środę, obchodziliśmy stulecie śmierci czcigodnego Sługi Bożego o. Wenantego Katarzyńca. Ten franciszkanin, przyjaciel św. Maksymiliana Kolbego, jeden z tych, którzy wspierali go na drodze powołania „Rycerza Niepokalanej”, a później – już z Nieba – wspomagali go duchowo, jest także moim bliskim duchowym przyjacielem. 

Wiele lat temu, gdy pierwszy raz przyjechałem do Kalwarii Pacławskiej, ciągnęło mnie do grobu skromnego franciszkanina, który pochowany był wówczas jeszcze w krużgankach świątyni, a gdy zacząłem pisać biografię ojca Maksymiliana, to poznałem również jego. I od tego momentu pomógł mi on wielokrotnie, w najróżniejszych potrzebach, a ja obiecałem mu, że w zamian napiszę o nim książkę. Tak się stało, a odtąd mam jeszcze więcej świadectw niesamowitej pomocy okazywanej wielu ludziom za sprawą tego skromnego zakonnika. Jednak dla mnie najbardziej niesamowite są jego myśli, które bardzo porządkują życie. I jedną z

     
53%
pozostało do przeczytania: 47%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze