A po nocy przychodzi dzień…

Felieton [Wróg ludu]

Ten refren jednej z najsłynniejszych piosenek Budki Suflera wydaje mi się najbardziej trafny na nadchodzące Święta Zmartwychwstania. Mieliśmy nadzieję, że Boże Narodzenie 2020 będzie ostatnim świątecznym czasem, które obchodzimy zamknięci w domach, oglądając Msze święte na ekranach telewizorów albo komputerów, a tylko szczęśliwcy choć raz załapali się na osobistą obecność w kościele.

Nie zdążyliśmy zdusić bestii, która przyszła z komunistycznych Chin. Jej koniec jest naprawdę bliski, ale konając, wydaje z siebie jad najgorszy, atakując naszych bliskich i przyjaciół. Niemal na całym świecie jest podobnie. Wprawdzie kraje anglosaskie i Izrael robią większe postępy w jej dławieniu niż Europa kontynentalna, lecz nawet tam sytuacja jest daleka od normy. Pisałem kilka miesięcy temu w „Nowym Państwie”, że wirus, który jest najprostszym możliwym organizmem, pomnożony przez miliardy miliardów istnień, staje się inteligentny i sprytny jak najbardziej przebiegły wróg

     
30%
pozostało do przeczytania: 70%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze