Rosyjskie gry katastrofą smoleńską

Szczątki tupolewa pod nadzorem Rosjan

Z zeznań członka załogi Jaka-40 Remigiusza Musia, który zmarł tragicznie kilka dni temu, jednoznacznie wynika, że rosyjskie służby były zainteresowane przede wszystkim szczątkami tupolewa. Chorąży Muś oraz dwaj inni członkowie załogi jaka – porucznik Rafał Kowaleczko i porucznik Artur Wosztyl – godzinę po tragedii poszli na miejsce, gdzie leżały szczątki samolotu i ciała ofiar.

„(…) Nikt się nimi [ciałami – przyp. red.] nie interesował, tzn. nikt ich nie przykrywał, nie zabierał. W trakcie pobytu tam zauważyłem, że do poszczególnych stanowisk utworzonych przez służby [rosyjskie – przyp. red.] znoszono części samolotu. Takich stanowisk już wtedy było kilka. Stanowiska wyglądały w ten sposób, że był to stolik, na nim dokumentacja, laptop itp. Na stanowiskach znajdowali się ludzie (…)” – zeznał Remigiusz Muś.

Co ciekawe, po tych słowach przesłuchujący go prokurator zadał kolejne pytanie na zupełnie inny temat, po czym zakończył przesłuchanie. Do sprawy składowania samolotu i pozostawienia ciał, o czym mówił chorąży Muś, śledczy już nie wrócili w żadnym przesłuchaniu.

Jest to zastanawiające, ponieważ o pozostawionych ciałach mówili też por. Wosztyl, a także inni naoczni świadkowie, m.in. oficerowie BOR, którzy przyjechali zaraz po katastrofie do Smoleńska z Katynia.

Rosjanie byli przede wszystkim zainteresowani tupolewem, co potwierdza film wyemitowany w „Misji specjalnej”, na którym widać, jak celowo niszczą wrak Tu-154M o numerze bocznym 101.

Śmierć kluczowego świadka

Chorąży Remigiusz Muś był pierwszym Polakiem, który zaraz po katastrofie rozmawiał z Rosjaninem z wieży kontrolnej w Smoleńsku. Dopiero później podeszli do niego por. Artur Wosztyl i por. Rafał Kowaleczko.

Remigiusz Muś słyszał także komendy z wieży w Smoleńsku nakazujące zejście Tu-154M na 50 m nad ziemią (więcej na ten temat w artykule...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: