Sny Wolskiego o mocarstwie

Historie alternatywne, political fiction czy też historical fiction, są ostatnio – jak mawiają Francuzi – „à la une”, czyli zajmują pierwsze strony gazet. A to w dużej mierze za sprawą książki Piotra Zychowicza „Ribbentrop–Beck” i dyskusji, jaka przetoczyła się w mediach na temat „co by było, gdyby”. Jak potoczyć by się mogła historia Polski, jeśli Rzeczpospolita sprzymierzyłaby się z III Rzeszą.

„Mocarstwo”, najnowsza powieść Marcina Wolskiego, siłą rzeczy wpisuje się w intelektualny krajobraz tej debaty, nawet jeśli czyni to poprzez wizję literacką. W lekkiej, klasycznej już u tego autora formie książka dotyka wielu cierni tkwiących w naszej zbiorowej pamięci, a niektóre z nich „wyjmuje”, by wysnuć zupełnie nową opowieść. Niezwykle optymistyczną. Jak mogłaby wyglądać rzeczywistość Polska, gdyby... Gdyby Józef Piłsudski nie umarł w 1935 r., a Polska była w gronie zwycięzców wojny... Gdyby była tytułowym mocarstwem... Marzycielstwo? Pewnie tak. Jeśli jednak lektura ma sprawiać przyjemność, to książka Wolskiego wszystkim polskim romantykom i marzycielom zapewni ją w nadmiarze, dzięki tej wizji historii alternatywnej.

Ma ona – jak to bywa w prozie Wolskiego – kilka walorów unikalnych.

Obserwacja – klucz do opowiadania

W Kodeksie Atlantyckim Leonarda da Vinci, wśród różnych notatek geniusza można przeczytać m.in. poradę dla młodych artystów. Otóż zapytany przez nich, co jeszcze – poza tym, co już potrafią – należy robić, aby być naprawdę wielkim malarzem, odpowiedział, że… należy „spacerować”. Spacerować? – mogliby spytać zdumieni studenci ASP, gdyby gigant renesansu żył dzisiaj i miał wykłady na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Tak – brzmiałaby odpowiedź zgodna z zapiskami w Kodeksie – lecz spacerować w sposób świadomy. W rozumieniu Leonarda znaczyło to wyjść do świata i bardzo uważnie go obserwować. Artysta musi bowiem najpierw „zobaczyć” rzeczywistość, prześwietlić ją artystycznym okiem, by móc...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: