Murzyńskość

Felieton [Krótko i na temat]

Jeszcze dwadzieścia lat temu śmialiśmy się ze skrupulatnie opisywanej przez śp. Jacka Kwiecińskiego amerykańskiej politycznej poprawności. Jednym z jej przejawów było rugowanie z przestrzeni publicznej mającego faktycznie nie najlepsze konotacje słowa „nigger”. 

W Polsce, jak to często bywa, wielu włączyło się w bezrefleksyjne naśladownictwo, na tyle fanatyczne, że jego celem stało się nie mające podobne konotacje określenie „czarnuch”, lecz poczciwy „Murzyn”. Na początku śmialiśmy się, że w tej sytuacji zniknie z naszych lektur „Murzynek Bambo”. Dziś już chyba mało komu jest do śmiechu, a wierszyk Tuwima uwiera niejeden autorytet „Gazety Wyborczej”. Równolegle jednak, i to za sprawą bardzo przez „Wyborczą” cenionego Radosława Sikorskiego, karierę zrobił u nas termin „murzyńskość”. Murzyńskość jest porzuconą przez współczesną naukę jednostką chorobową, opisaną w XIX wieku przez Benjamina Rusha, objawiającą się, jakżeby inaczej, ciemnym kolorem skóry, a więc

     
53%
pozostało do przeczytania: 47%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze