Znikający list

Felieton [Krótko i na temat]

Przez lata słynne były listy do redakcji, jakie według jej pracowników pisali czytelnicy, a, według wielu czytelników, pracownicy „Gazety Wyborczej”.

Ten rodzaj zawartości zawsze był bardzo ważny, można powiedzieć – wręcz kluczowy. Wiadomości często wyglądały jak odesłane do profesorów prace domowe, w których uczniowie ścigają się, by pokazać, że uważali na lekcji. Nieszczęśliwe święta z rodziną, kłótnie z zacofanymi starszymi, za dużo mięsa, za mało rowerów, złe prezenty… Czasem też poważniejsze dramaty, ot choćby emerytka prosząca o pomoc w życiowej sprawie – jak odmówić przyjęcia emerytury od tego okropnego Kaczyńskiego czy tam Morawieckiego. I oddzielna kategoria, czyli zbiorowe listy autorytetów moralnych, kiedyś potężna amunicja. Wygląda na to, że na początku stycznia ktoś z rozpędu w obieg puścił list prawdziwy, pokazujący, jak miota się na swej drodze rozpędzona rewolucja obyczajowa. W ten sposób doszło do dużego kryzysu, wywołanego zbyt dużym

     
54%
pozostało do przeczytania: 46%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze