Twórcy filmów nie mają z czego żyć. Widzowie nie chcą wrócić do kina po pandemii

KULTURA [kino]

Polska kinematografia tkwi w ogromnym kryzysie, bankrutują przedstawiciele zawodów twórczych i zespołów filmowych, wielką niewiadomą jest los małych kin po pandemii. Robert Kaczmarek, nowy przewodniczący Rady Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, zapowiada starania o pomoc socjalną dla poszkodowanych w pandemii.

Zamknięte sale kinowe, zawieszone produkcje filmowe i serialowe, przeniesione festiwale – rok 2020 był dla kultury prawdziwym trzęsieniem ziemi. Kataklizm dotknął szczególnie dystrybucję. Widz, który chętnie spędzał wolny czas przed wielkim ekranem, przeniósł się w czasie narodowej kwarantanny na kanapę przed telewizorem lub za biurko z laptopem. Kina były otwarte w ubiegłym roku do marca, a później – na skutek poluzowania obostrzeń – od czerwca do listopada, i to w ścisłym reżimie sanitarnym, z bardzo ograniczą liczbą widzów. To sprawiło, że najchętniej oglądanym filmem było „365 dni” na podstawie erotycznej powieści Blanki Lipińskiej. Do momentu

     
19%
pozostało do przeczytania: 81%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze