Smutny koniec dobrego prezydenta. Trump za późno powiedział „dość”

FOT. METIN AKTAS/PAP/Abaca
FOT. METIN AKTAS/PAP/Abaca

ŚWIAT [Wybory w USA, Donald Trump, 6 stycznia]

Choć trudno mówić o bezpośredniej odpowiedzialności Donalda Trumpa za szturm na Kapitol 6 stycznia, to ciężko też spodziewać się, że jakikolwiek inny obrazek będzie bardziej kojarzony z jego prezydenturą. To smutny koniec, bo niemałe osiągnięcia 45. prezydenta USA zostaną przykryte przez wady charakteru, które dały o sobie znać pod koniec jego kadencji.   Bilans ostatnich miesięcy prezydentury Donalda Trumpa musi być jednoznacznie negatywny. Niezależnie od tego, za jak prawdopodobne uznajemy tezy o nieprawidłowościach i fałszerstwach, to nie ma żadnych wątpliwości: Donald Trump przegrał. A przecież w oczach zwolenników to właśnie bycie „zawodowym zwycięzcą” miało być jego największym atutem, zamykanie korzystnych „deali” tak w polityce, jak i w biznesie. Choć przegrał po podaniu oficjalnych wyników, obiecywał zwycięstwo przed 20 stycznia. Obiecywał też, że jego podwładni i współpracownicy „zachowają się, jak trzeba”, a ci raz po raz okazywali się nie być wobec

     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze