Lidia Lwow – łączniczka z Niezłomnymi. Cześć i chwała nośnikom siły Polski

Historia [Epitafium dla „Lali”]

Dopiero co świętowaliśmy Jej setne urodziny. Odeszła, zostawiając w żałobie Polskę, która teraz dopiero, po latach, przywraca pamięć o Niezłomnych. Odeszła tak jak odchodzą ostatnie „żywe pomniki” dumnej bohaterskiej przeszłości, jak odchodzą ostatni „łącznicy”, którzy pokolenia współczesne komunikują z tymi sprzed dekad – pokoleniami powstańców, żołnierzy, bojowników o prawdziwie niepodległą Ojczyznę. Odeszła Lidia Lwow-Eberle.

W głębokiej puszczy, pośród wyniosłych pni jodeł, w kolumnadzie świątynnej lasu, w cieniach i zakamarkach głuszy, gdzie zwierz dziki tylko zagląda, a z rzadka jeno stąpa myśliwiec, stała kapliczka. Dawny domek eremity. Cóż pod ziemią? „Leżą na dnie wyschłe, suche, w zbutwiałej trumnie zwłoki niewiadomego rycerza” – pisał w „Puszczy jodłowej” Stefan Żeromski. Jako dwunastoletni chłopiec, wraz z Jankiem, kolegą z klasy, odnaleźli w lesie Gór Świętokrzyskich tę kapliczkę i napis na bielonej ścianie: „Szczyt moich cierpień zrównał się z

11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze