I tylko Mikołajowi jakoś tu ciepło. Tam, gdzie zima jest zimą

Podróże [Laponia]

Maleńka chata w środku ciemnego boru. Cała w śniegu. Prądu i bieżącej wody brak. Trzeba wpierw rozpalić ogień, potopić śnieg. Dopiero będzie można zjeść coś ciepłego na rozpalonej do czerwoności kozie. Ale wcześniej trzeba uporać się z zasypanymi śniegiem drzwiami.

Za oknem ciemno, z majaczącym gdzieś nad nami księżycem. To właśnie jego delikatna łuna podkreśla ciemne zarysy przysypanych śniegiem choinek. Poza nimi nie widać nic. Fińska głusza w pełni. Pomyśleć, że kraina św. Mikołaja przypomina w tej chwili bardziej ciemną pustelnię aniżeli baśniowe miejsce.

– Przyniosłem trochę drewna – z drugiej strony skrzypiących drewnianych drzwi naszej chaty słychać miarowe skrzypienie butów o śnieżne zaspy. To Marcin.  – Dobrze byłoby je choć trochę osuszyć przy ogniu, bo całe w śniegu… – Ale Marcin. Mamy już zapasy drewna. Suchego. I to całkiem spore zapasy – mówię. – Jak to? – oczy chłopaka są coraz większe. – No po prostu. Gospodarz chatki zostawił dla

     
19%
pozostało do przeczytania: 81%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze