Sceny uliczne w czterech krajach Europy

Felieton [Widziane z Brukseli]

Scena pierwsza. W Berlinie facet idzie bez maseczki. Haltuje (to chyba dobre określenie) go policja, dochodzi do wymiany zdań, potem sprzeczki, człowiek wyjmuje dokumenty, a policjanci zgarniają go do ichniej „suki”. Zagadka: kim był ów nieszczęśnik i jaki dokument wyciągnął? Odpowiedź: był posłem do Bundestagu – z opozycji (sic!). Legitymował się „kenkartą” deputowanego. Niemiecka policja nie patyczkowała się z gościem, który złamał prawo, choć nie opluł policjanta…

Scena druga, powtarzająca się, jak w replayu. Paryż i wiele innych francuskich miast. Francuska policja nie cacka się z demonstrantami, oni też, prawdę mówiąc, nie ceregielą się z policją i nie krzyczą, jak my w stanie wojennym do ZOMO, „po-ko-jo-wa de-mon-stra-cja”.  Francuscy funkcjonariusze walą, jak popadnie, przeciwników Macrona. Regularnie dostaje się kobietom, także tym w ciąży. Są liczne ofiary śmiertelne. Jakoś tego nadmiernie nie eksponuje francuska telewizja, która zamiast tego woli

     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze