Szturm neobolszewików

Felieton [Okoniem]

Wiele lat temu na łamach „Nowego Państwa” opisywaliśmy powody, dla których część mediów zaczęła natrętnie lansować niejakiego „Nergala”. Dosłownie w ciągu kilku miesięcy uczyniono z niego pierwszoplanową gwiazdę, eksperta-celebrytę od wszystkiego.  

A przecież „muzyka” tego indywiduum była nieakceptowalna dla znakomitej większości widzów śniadaniówek, tok szołów, które niemalże wyrywały sobie tę „gwiazdę”. Więcej – żadne z tych mediów nawet nie próbowało serwować swoim widzom choćby krótkich próbek popisów wokalnych nowego celebryty. O co zatem chodziło? Dlaczego wyjący obrazoburcze i prymitywne teksty „Nergal” nagle doświadczał takiej promocji? Nie o jego karierę wokalną chodziło, lecz o satanizm. Był potrzebny do wprowadzenia wulgarnych, antychrześcijańskich treści na tzw. salony. Postkomunistyczne media potrzebowały nowego Urbana, który potrafiłby przemówić do młodszych pokoleń i zaprezentować pogardę i nienawiść wobec wiary katolickiej jako jednego z

     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze