Autobus na żądanie. „OGÓRY” W WERSJI LATINO

PODRÓŻE [AMERYKA ŚRODKOWA]

Zobaczysz je od razu. Zwykle zaraz po wyjściu z lotniskowej hali terminala w Guatemala City, Tegucigalpa czy Belize City. Wszędzie tam bowiem: w Gwatemali, Hondurasie czy Belize będą nimi jeździć niemal wszyscy. W końcu tutejsze „chicken busy” to najzwyklejsza codzienność dnia. Nawet jeśli jawi się na wskroś niecodziennie.   „Chlast! Plusk!”. Echo głośnych i rytmicznych chluśnięć słychać na całej ulicy. Wiadro najwidoczniej nadal nieopróżnione. Sponad czarnego kubła wciąż nieśmiało wychyla się warstwa piany. Opalony mężczyzna bez koszulki szoruje kolorową karoserię. Mam wrażenie, że nie myśli w tej chwili o niczym innym. Jest w swoim świecie. Od kilku chwil robię mu kolejne zdjęcia z dość bliskiej odległości, a u niego żadnej reakcji. Zupełnie nie jak na Latynosa przystało. Jego autobus zaczyna lśnić coraz piękniej. Pomalowany w zielono-czerwono-ciepłożółte kolory przypomina raczej ukradzioną zabawkę z wesołego miasteczka aniżeli narzędzie komunikacji publicznej. –
20%
pozostało do przeczytania: 80%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze