Druga wojna karabaska. Baku chce rewanżu za klęskę

ŚWIAT [Armenia, Azerbejdżan, Rosja, Turcja]

Pierwszy konflikt, na początku lat 90., zakończył się klęską Azerbejdżanu. Teraz Baku chce wziąć rewanż. Militarnie ma przewagę, zaskoczyło Armenię. Czy Rosja zechce zapobiec porażce swego sojusznika? Po dwóch tygodniach wojny Azerbejdżan i Armenia uzgodniły w Moskwie zawieszenie broni. Nie oznacza to jednak zakończenia konfliktu. Walki mogą wybuchnąć znów w każdej chwili. Azerbejdżan wciąż utrzymuje inicjatywę, to on jest nadal stroną ofensywną, choć większymi zdobyczami terytorialnymi pochwalić się nie może. Obie strony wydają komunikaty o wielkich stratach przeciwnika i małych stratach własnych. Skala propagandy przyjęła na początku wojny taki rozmiar, że gdyby na serio traktować doniesienia obu stron, to na papierze mielibyśmy już pół tysiąca zniszczonych czołgów. Nie wspominając o samolotach, śmigłowcach i żołnierzach. Wydaje się, że Baku jest tym razem zdeterminowane, by osiągnąć swój cel, a więc odbić Karabach i przyległe rejony. Tymczasem Armenia znajduje się
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze