Gdy trzeba wynieść fortepian. Żelazowa Wola

Podróże [Polska]
Teoretycznie wszystko się tu zgadza. Jest jego pomnik. Są malownicze ogrody. Ponoć te same, do których za młodu wchodził, by zasiadłszy pod którąś z lip, dać najbliższym autorski mini-koncert. Nie było rady: fama rozchodziła się po okolicy i z czasem grono słuchaczy musiało się powiększyć. Pierwsi zaglądali zwabieni muzyką sąsiedzi. Potem przypadkowi słuchacze. Zresztą, po trosze tak jak i dzisiaj. Japońska grupa na pewno nie przyjechała tu przez przypadek. Kilkadziesiąt osób głośno wysypuje się z autobusu. Rozgadani wchodzą do muzeum. Szelest migawek. Tak bardzo chcieli tu być. Za nimi wchodzi młode małżeństwo z małym dzieckiem. Z rozmowy przy kasie wynika, że byli w nieodległej Arkadii. Stamtąd do Żelazowej Woli już tylko pół godziny jazdy samochodem. Trzeba minąć Sochaczew i odbić
17%
pozostało do przeczytania: 83%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.gazetapolska.pl

W tym numerze